Nawet osiem lat może spędzić za kratami mężczyzna, którego niezabezpieczony samochód zjechał po stoku Gubałówki i zabił 12-letnią narciarkę. Prokuratura postawiła mu zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym.
Mężczyzna zarzekał się, że zostawił samochód na biegu. Jednak biegli uznali, że to nieprawda. Auto stojące na stoku nie było zabezpieczone. Choćby skręceniem kierownicy, nie mówiąc już o zaciągnięciu hamulca ręcznego.
28 grudnia zaparkowany przy drodze osobowy citroen stoczył się bez kierowcy po zaśnieżonym stoku. Przejechał 165 metrów. Auto potrąciło 33-letnią narciarkę z Ukrainy. Mniej więcej w połowie stoku pojazd wybił się na muldzie i upadł na bok, ale zsuwał się dalej. 12-letnia narciarka z Izraela stała przy dolnej stacji wyciągu narciarskiego. Przygnieciona przez samochód, zmarła na miejscu.
Akt oskarżenia wobec właściciela samochodu trafi do sądu najwcześniej pod koniec marca.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl