Jej pierwsze zeznanie brzmiało wiarygodnie. Zapłakana Monika B. powiedziała policji, że jej kochanek, Macedończyk Hismet K., wyrzucił noworodka przez okno. Wtedy ruszyły poszukiwania mężczyzny.
Ale im dokładniej badano ślady zbrodni, tym więcej wątpliwości mieli śledczy. W końcu nabrali pewności, że Polka sama wyrzuciła dziecko. Sąd im uwierzył i kazał Monikę B. aresztować. Policja bada teraz motywy.
Atrakcyjna, młoda kobieta przyjechała do Hamburga cztery lata temu. Tam poznała Hismeta. Tam też chciała studiować. Żeby zapłacić za studia, ciężko pracowała: w dzień sprzątała, wieczorami opiekowała sie dziećmi w zamożnych, niemieckich rodzinach. W wolnym czasie uczyła się niemieckiego i przygotowywała do uniwersyteckich studiów.
Policja przypuszcza, że Monika B. nie planowała dziecka. Byłoby dla niej przeszkodą w realizacji planów. Bała się też reakcji kochanka. Bo chyba właśnie na nim zależało jej bardziej, niż na potomku. Choć to dziwne. Bo jedna z jej przyjaciółek zdradziła, że podczas gdy Polka całe dnie harowała, jej partner przegrywał pieniądze w automatach.
Śledczy badają jednak jeszcze jedną możliwość: szok poporodowy.
Hismet K. sam zgłosił się wczoraj na policję. Po przesłuchaniu został zwolniony.