Przerażeni właściciele gospodarstwa sami rzucili się do gaszenia ognia. Pomagał im sąsiad. Wszystkich ogień mocno poparzył. Ich wysiłek był próżny - pożar opanowali dopiero strażacy. Także dwóch ratowników odniosło obrażenia.
Strażacy przyjechali, bo sami zobaczyli na niebie łunę ognia. Gdy jechali na ratunek, zastanawiali się, dlaczego ich nikt nie zawiadomił. Od mieszkańców wsi dowiedzieli się, że przez półtorej godziny ich telefon nie odpowiadał.
Dlaczego tak się stało - teraz sprawę bada policja.