"Gazeta Polska" powołuje się na słowa pracujących w białostockim szpitalu lekarzy. Ich zdaniem, lek mógł być stosowany do uśmiercania chorych - podobnie jak pavulon był używany przez "łowców skór" do zabijania pacjentów dla zysku.

Anestezjolodzy, którzy znajdą potencjalnego dawcę i doprowadzą do pobrania od niego narządów, dostają około dwóch tysięcy złotych. To, że sprawa jest w prokuraturze, potwierdził dyrektor placówki Bogusław Poniatowski.

Dziennik.pl już wczoraj dowiedział się, że CBA dostało informację o możliwym związku afery w Białymstoku ze sprawą kardiochirurga Mirosława G. z warszawskiego szpitala MSWiA. Informatorzy CBA podejrzewają, że narządy pobrane w szpitalu w Białymstoku były przeszczepiane pacjentom w Warszawie.

Dziś "Gazeta Wyborcza" pisze że, informacje o uśmiercaniu pacjentów pochodzą od Wojciecha S. Tego samego, który stał za prowokacją wobec szefa kardiochirurgii białostockiego szpitala. Teraz - jak pisze gazeta - mężczyzna nie powtarza już swoich zeznań.