Na razie nie ma żadnych podstaw, by komukolwiek postawić zarzuty - mówi rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku Adam Kozub. Potwierdził, że od kilku miesięcy toczy się śledztwo ws. oskarżeń wobec anestezjologów, którzy mieli uśmiercać pacjentów, by pobierać od nich organy do przeszczepu.
Śledztwo trwa od września, ale na razie żadne dowody nie potwierdzają oskarżeń wobec anestezjologów ze szpitala w Białymstoku. Prokuratorzy czekają jeszcze na ekspertyzę toksykologiczną. I to właściwie tyle, ile tamtejsza prokuratura skłonna jest ujawnić. Milczenie tłumaczy dobrem śledztwa.
O sprawie napisała "Gazeta Polska". Według niej, siedmiu anestezjologów ze szpitala w Białymstoku miało podawać chorym lek thiopental, wprowadzający w stan
nieprzytomności. Wszystko po to, by móc potem pobrać od nich organy do przeszczepu. Informacja ta ma pochodzić od pracujących w placówce lekarzy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|