To właśnie Cieślak dał sygnał do otwarcia ognia. "W kopalni <Wujek> strzelali wszyscy zomowcy; dziś zmowa milczenia nie pozwala ustalić, kto konkretnie kogo ranił" - mówiła podczas procesu sędzia Monika Śliwińska.

Romuald Cieślak konsekwentnie milczał na ten temat i do końca był lojalny wobec swoich przełożonych. "A co mi przyjdzie z tego, że ja kogoś obciążę, następny order dostanę? Trzeba mieć wiarę w to, co ktoś mówi. Jeżeli się z góry zakłada, że było tak, to ja mogę mówić cuda i nie dotrze się. Tu jest schemat ustalony. I tak było i tak chcą wszyscy, żeby było. Ja tego nie zmienię, ja po 15 latach mam już dosyć" - mówi Cieślak w programie "Superwizjer".

Dziennikarka TVN spytała jeszcze przed wyrokiem byłego dowódcę plutonu specjalnego, jak się będzie czuł, jeśli wyrok będzie skazujący, a on już całe życie będzie kojarzony z masakrą górników. Cieślak odpowiada hardo: "A niech sobie kojarzą. Ja mam czyste sumienie i spokojnie będę sobie żył".

Sprawa, która dzisiaj zakończyła się przed katowickim sądem, trwała już 14 lat. Cieślaka skazano na 11 lat więzienia, wyroki skazujące otrzymało też 14 byłych zomowców. Dwóch skazano na trzy lata więzienia, a 12 otrzymało kary dwóch i pół roku więzienia. Obrońcy zomowców zapowiedzieli apelację.

Fragmenty rozmowy z byłym dowódcą plutonu specjalnego ZOMO opublikował dziś onet.pl - cały program "Superwizjer" zostanie nadany 3 czerwca w TVN.