Kasia Malinowska właśnie wzorowo zdała maturę w płockim liceum. Robiła karierę sportową. Nikt z rodziny nie podejrzewał, że może mieć jakieś problemy. Dzień przed tragedią miała jechać na zawody. Znalazła się jednak na 14. piętrze bloku przy ul. Górnośląskiej. Nie zdołali jej powstrzymać ani mieszkańcy bloku, ani policja i straż pożarna. Wyskoczyła z okna na klatce schodowej.
Rodzice są pewni, że ktoś maczał palce w śmierci Kasi. W niedzielę, kiedy ich córka ostatni raz wyszła z domu, dostawali dziwne telefony i wiadomości od znajomych Kasi. "Dzwoniła do nas jej koleżanka, Iza, z którą Kasia była pokłócona. Opowiadała różne niestworzone historie o Kasi, również to, że jest gdzieś w bloku w Warszawie" - wspominają zrozpaczeni rodzice. "Były też anonimowe wiadomości, w których ktoś prosił nas o wybaczenie. Ktoś musiał ją skrzywdzić, zastraszyć lub szantażować! " - mówią "Faktowi" przez łzy Malinowscy.
Iza nie bardzo chciała z nami rozmawiać. Opowiadała coś o problemach rodzinnych Kasi. Trzęsły jej się ręce, była bardzo zdenerwowana. Wyglądała, jakby coś ukrywała. Policja sprawdza
ten wątek. Nie ma wątpliwości, że śmierć Kasi jest bardzo tajemnicza. "Przesłuchaliśmy kilkunastu świadków, wszyscy potwierdzają, że dziewczyna sama rzuciła się z krawędzi
okna. Pracujemy nad ustaleniem motywu tego czynu " - mówi aspirant sztabowy Tomasz Oleszczuk ze śródmiejskiej komendy.