"Istnieje realna groźba, że szpital ogłosi upadłość. Trudno leczyć pacjentów, nie mając pieniędzy na leki ani na wynagrodzenia dla personelu" - rozkłada ręce dyrektor szpitala Ewa Pełszyńska. Jeśli nic się nie zmieni, od 1 lipca pacjenci będą rozwożeni do innych szpitali.
Szpital dostaje pieniądze z NFZ za usługi medyczne tylko wtedy, kiedy przedstawi faktury i rachunki. Przez strajk lekarzy szpital pracuje jak na ostrym dyżurze, a lekarze nie wypełniają dokumentacji dla NFZ.
Jutro o godz. 9 zbierze się komitet strajkowy i podejmie decyzję, czy kontynuować akcję protestacyjną. "Jesteśmy poddani bardzo silnej presji. Gdyby doszło do ogłoszenia upadłości szpitala, wiele osób straci pracę. Większość kolegów do tej pory deklarowała, że jest za utrzymaniem dotychczasowego trybu strajkowania" - zdradza Maciej Jędrzejowski, szef OZZL w szpitalu.