Poszło o 300 porcji grochówki wartej dwa tysiące złotych. Zupę Jan L. kupił za pieniądze gminy i miała trafić na imprezę młodzieżową. Ale zamiast pomóc w integracji chłopców i dziewcząt, została zjedzona podczas festynu wyborczego Mniejszości Niemieckiej.

"Burmistrz w celu osiągnięcia korzyści osobistej, czyli uzyskania poparcia Mniejszości Niemieckiej w wyborach, zamówił grochówkę rzekomo na imprezę integracyjną dla młodzieży" - twierdzi prokuratura. I stawia poważne oskarżenia - wyłudzenie mienia, poświadczenie nieprawdy i przekroczenie uprawnień. Zdaniem śledczych samorządowiec od początku zakładał, że zupka trafi do żołądków uczestników festynu.

Burmistrz Jan L. nie przyznaje się. Tłumaczy, że gdyby grochówki nie zjadła Mniejszość Niemiecka, to zupa zmarnowałaby się. Ale niezależnie od tego, jak sprawa się skończy, Jan L. pewnie długo grochówki już do ust nie weźmie, bo jeśli zostanie skazany, to straci też stanowisko.