"Chciałbym, aby ta służba skupiła się na zwalczaniu wandali dewastujących miasto, chuliganów rozrabiających na ulicach, ograniczała picie alkoholu w miejscach publicznych. Do tego fotoradary nie są potrzebne" - mówi "Faktowi" prezydent Gdańska.
Na ulicy spokojny obywatel nie ma czego szukać, bo tam rządzą bandy pijaczków. Okolice każdego dworca kolejowego to teren działania nachalnych żebraków. Wieczorami pijani chuligani niszczą lusterka samochodów i wykrzykują obraźliwe i wulgarne hasła.
"Ale dla strażników to nie jest ważne. Oni niecierpliwie czekali na to, by ponownie wyjść na ulice z fotoradarami. A przecież od pilnowania porządku i bezpieczeństwa na drogach jest policja" - pisze "Fakt".
Najgorsze jest to, że strażnicy nawet nie ukrywają, że chodzi im o zysk, a nie o bezpieczeństwo na ulicach. We Wrocławiu skończyli pracę już o godz. 13. Dlaczego? "Żeby szybko wydrukować zdjęcia i jeszcze tego samego dnia wysłać mandaty do kierowców. Bo dzięki temu pieniądze szybciej trafią na konto straży miejskiej" - pisze "Fakt".
Wczoraj akcje strażników trwały w najlepsze. Mimo że było święto św. Krzysztofa, patrona kierowców. Nawet policjanci mieli litość dla tych, którzy złamali przepisy. Zamiast mandatu czekała ich pogadanka z księdzem. Ale strażnicy na taki pomysł nie wpadli. "Pewnie dlatego, że na takiej pogadance nie da się zarobić" - pisze "Fakt".