Dziennik Gazeta Prawana logo

Skatował sąsiadów z zadrości o dziewczynę

13 października 2007, 16:37
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Kto by mógł przypuszczać, że niewinna sąsiedzka pogawędka przy kawie skończy się bijatyką? "Ale w podkaliskiej wsi rządzi prawo pięści i zasada: do cudzej dziewczyny się nie zbliżaj" - pisze "Fakt".

Nuda może prowadzić do nieszczęścia. A Patrycja P. się nudziła. Nie uśmiechała jej się perspektywa spędzania całego dnia w chałupie ze swoim chłopakiem Pawłem G. i ze swoim ojcem Jackiem P. "Dziewczyna lubi pogawędki. Dlatego często je sobie ucinała z sąsiadami - Janem Ludwickim i jego synem Dawidem" - pisze "Fakt".

"To mili ludzie. Zwłaszcza pan Janek. Był spokojny, nigdy się nie śmiał ze mnie jak inni i zawsze robił taką dobrą kawę" - mówi "Faktowi" Patrycja. "Ale gdybym wiedziała, że moje chłopy taką awanturę zrobią, nigdy bym do niego nie poszła" - zarzeka się dziewczyna.

Tej nocy nie mogła zasnąć. Wszystko przez imprezę, jaką urządził tata Patrycji w domu. "Całą noc pił ze swoim przyszłym zięciem Pawłem G. Nad ranem mężczyźni poszli spać, a Patrycja po krótkiej drzemce posprzątała i wyszła na pogaduchy do sąsiada. Spędziła u niego 15 minut" - pisze "Fakt".

W tym czasie ocknął się Paweł G. Zawołał dziewczynę, ale nie było jej ani w domu, ani na podwórku. Mężczyzna wpadł w złość. Zaczął szarpać przyszłego teścia i wrzeszczeć: "Nie ma jej nigdzie! Pewnie znowu poszła do tego ch... i jego pomylonego synalka" - krzyczał.

"Mężczyźni wybiegli z domu. Na podwórku spotkali Dawida, który szedł do wychodka. Bez słowa zaczęli go bić. Po chwili chłopak leżał nieprzytomny w trawie. Bandyci zaczęli łomotać do drzwi" - pisze "Fakt".

Pan Jan, nie spodziewając się ataku, otworzył drzwi. I dostał pięścią w twarz. "Sąsiedzi kopali go i tłukli bez opamiętania. Po głowie i klatce piersiowej. Skakali mu po żebrach i nerkach. Jeden z bandytów chwycił drewniany kołek i dźgnął sąsiada w pierś. Oprawcy uciekli" - pisze "Fakt".

Ale to nie był koniec. Wieczorem, gdy się ściemniło, wrócili. Kiedy zobaczyli swoją ofiarę leżącą na łóżku, przestraszyli się. Jan Ludwicki był cały we krwi. Jego sąsiedzi postanowili zatrzeć ślady. Zawlekli go do wersalki. Polali spirytusem pościel i podpalili. "Na szczęście syn oprzytomniał. Stłumił dłońmi ogień na ubraniu ojca, wezwał policję i pogotowie" - pisze "Fakt".

Policja zatrzymała dwóch oprawców. Przyznali się do pobicia Jana i Dawida. Bandyci zostali wypuszczeni z aresztu. Dostali tylko dozór policyjny.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj