O bandyckim napadzie poinformowała gazeta "Richmond&Twickenham Times". 29-letni Polak do ułomków nie należy, bo to były zawodnik rugby o wzroście ponad 190 centymetrów. Jego szef, 30-letni Olalekan Animashuan, nie miał z nim żadnych szans.
Maciej Oledski pracował przez cztery tygodnie w centrum rozrywki Agora w brytyjskim Richmond. W pewnym momencie uznał jednak, że za swoją pracę nie dostaje dość pieniędzy. Postanowił sam sobie wypłacić wyższe pobory.
Opuścił pracę i z kasy zabrał 360 funtów. Potem spotkał się z dwoma swoimi kolegami i wylewał żale przy alkoholu. Po całodziennej libacji alkoholowej trójka Polaków postanowiła wrócić do Agory, a Maciej Oledski chciał sobie sam wypłacić kolejną premię. Polacy natknęli się na szefa i zaczęli go bić. Prym wiódł w tym zapalczywy rugbysta. Oprócz pięści i nóg, używał także gaśnicy i wózka sklepowego.
Wcześniej bandyci związali swą ofiarę, zakleili jej usta i przywiązali za kostkę od nogi do drzwi. Olalekan Animashuan ze starcia z Polakami wyszedł ze złamaną szczęką, podbitym okiem, rozciętą twarzą, ze zwichniętym ramieniem i bez dwóch zębów. Stracił też telefon komórkowy i 2300 funtów. Krewki 29-latek z Polski został już osądzony i skazany. Sąd podkreślił wyjątkową brutalność ataku i skazał go na pięć lat więzienia.