"Boże oni się tak kochali. Za rączkę do kościoła chodzili" - mówią "Faktowi" sąsiedzi małżeństwa K. ze Szczecina.
Anna poznała Jarosława na weselu jego siostry. Gdy po kilku miesiącach Anna zaszła w ciążę, zakochani postanowili stanąć na ślubnym kobiercu. "Mijały lata, u znajomych par nie
działo się najlepiej, ale oni wciąż się kochali. Mieli troje dzieci" - pisze "Fakt".
Aby się nimi zająć, Anna zrezygnowała w pracy w sklepie, gdzie była ekspedientką i zajęła się prowadzeniem domu. Jej mąż Jarosław pracował jako elektryk i co jakiś czas wyjeżdżał na zagraniczne kontrakty. Rodzinie nigdy niczego nie brakowało.
"Oni się do siebie zwracali i zachowywali tak, jakby wczoraj wzięli ślub" - opowiada "Faktowi" sąsiadka Janina Miszczyk.
Tego tragicznego dnia Jarosław wrócił z pracy, a ukochana żona podstawiła mu talerz zupy ogórkowej. Mężczyzna skosztował i nagle odrzucił łyżkę.
"Ile tu soli dosypałaś?! Nie da się tego jeść!" - podniósł głos. Gdy zaczął głośno komentować umiejętności kucharskie swojej żony, ta nie wytrzymała - pisze "Fakt". Chwyciła talerz i wylała zupę prosto na kolana męża.
Kobieta zaczęła go wyzywać go od nieudaczników, którzy nie potrafią naprawić od miesiąca zepsutej pralki - pisze "Fakt".
"Zamknij się! Idę do baru coś zjeść!" - powiedział Jarosław małżonce. "Tam lepiej gotują" - dodał.
I wtedy Anna nie wytrzymała. Rzuciła się na męża z pięściami, a gdy ten w nerwach ją odepchnął, chwyciła za nóż i wbiła go w bok Jarosława - pisze "Fakt".
Niestety, rana była tak głęboka, że mimo wysiłków lekarzy pan Jarosław wykrwawił się na śmierć. Anna K. została aresztowana. Za zabójstwo męża grozi jej do 25 lat więzienia. Dwójką rodzeństwa opiekuje się najstarszy syn Jakub.