Po wydarzeniach w Łodzi, gdzie w biurze PiS jedna osoba została zabita, a druga ciężko ranna, pojawiły się inicjatywy monitorowania mediów. PiS zaproponowało powołanie parlamentarnego zespołu ds. monitorowania internetu, zaś prezydent Bronisław Komorowski rozmawiał m.in. z KRRiT o potrzebie utworzenia centrum monitoringu prasy i mediów.

Katarzyna Szymielewicz, prezes Fundacji Panoptykon, zajmującej się ochroną praw człowieka, uważa, że Polski nie stać na skuteczne kontrolowanie internetu. "Obserwując np. Chiny, widzimy że da się kontrolować internet, natomiast wymaga to ogromnej infrastruktury i nakładów finansowych. Myślę, że na polskie warunki technicznie to nie jest obecnie wykonalne" - powiedziała w poniedziałek PAP.

Jak tłumaczyła, warunkiem skutecznej kontroli ruchu w sieci jest wprowadzenie zakazu szyfrowania i kary więzienia za jego złamanie. "Pytanie, czy nas na to stać jako demokrację i czy chcemy coś takiego robić" - podkreśliła.

Zdaniem Szymielewicz internet jest jedynie narzędziem komunikacji, a likwidując narzędzie, nie likwidujemy przyczyny. Próby kontrolowania treści w internecie Szymielewicz nazywa cenzurą i zamachem na infrastrukturę, która służy wolności. "Jeżeli pozwolimy na cenzurę internetu w jednym określonym przypadku, to otworzy się lawinowo możliwość robienia tego na każdym innym polu" - podkreśliła w rozmowie z PAP.

Z kolei medioznawca prof. Wiesław Godzic negatywnie ocenia sobotnią zapowiedź utworzenia przy udziale KRRiT "centrum monitoringu prasy i mediów". "Nie wiem, czemu miałoby to służyć. Niepokoi mnie to, że Krajowa Rada, która ma stać na straży wolności słowa, byłaby w gruncie rzeczy organem, który miałby zastosować jakąś formę cenzury" - powiedział w poniedziałek PAP Godzic.

Dodał, że nie wierzy, by tego rodzaju instytucja mogła doprowadzić do "zmniejszenia występowania w mediach ilości słów uznawanych za wrogie, agresywne, które mogą doprowadzić do niepożądanych działań społecznych". "To nie tędy droga. Właściwą drogą byłaby próba porozumienia się stowarzyszeń dziennikarskich. One od lat nie mogą się porozumieć, a bardzo ważny organ, jakim jest Rada Etyki Mediów, jest przecież kontestowany" - dodał medioznawca.

Według Godzica ostatecznie nie dojdzie jednak do utworzenia zapowiadanej instytucji. "To jest typowy słomiany zapał (...) Dość mamy instytucji, wystarczy jedynie inaczej je ustawić" - powiedział.

Jak powiedział w poniedziałek PAP rzecznik komendanta głównego policji Mariusz Sokołowski, policjanci sprawdzają internet pod kątem informacji, które mogą stanowić zagrożenie dla posłów czy polityków. "Najczęściej następuje to po sygnale, który otrzymujemy np. od internatów, którzy zauważyli takie wpisy na blogach czy forach internetowych lub z działów bezpieczeństwa portali internetowych czy społecznościowych" - wyjaśnił.

Według Sokołowskiego zatrzymani w tego typu sprawach zazwyczaj tłumaczą, że tylko żartowali i nie zdają sobie sprawy, że ich wpisy mogą mieć konsekwencje prawne.

Sokołowski przypomniał, że zgodnie z prawem o groźbie karalnej możemy mówić wówczas, gdy wywołuje ona w osobie, pod adresem której jest kierowana, realne poczucie zagrożenia. Po udokumentowaniu sprawy policjanci informują administratorów stron, że zawierają one zakazane treści i to oni są odpowiedzialni za ich usunięcie.