Już tylko trzech z 16 kandydatów do Rady Nadzorczej Polskiego Radia musi odpowiedzieć na pytania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. W popołudniowej turze rozmów KRRiT wysłuchała: Jędrzeja Skrzypczaka, Marzenny Wojciechowskiej i Rafała Skąpskiego. Jędrzej Skrzypczak podkreślał, że "obsługa misji publicznej powinna być jak najtańsza", w związku z tym zarząd powinien być jednoosobowy. Według Skrzypczaka to, czego dziś w radiu brakuje, to właśnie jasno określona odpowiedzialność za przekazywane treści i realizowany program.

Reklama

Według niego powinno też dojść do połączenia regionalnych rozgłośni radiowych z tzw. dużym radiem. "Czy potrzeba aż tylu spółek? Po co aż takie rozdrobnienie?" - pytał, dodając, że przecież w każdej spółce działa oddzielna rada programowa, oddzielna rada nadzorcza. "Czy radio powinno być tak podzielone?" - mówił.

Spadek słuchalności, jaki odnotowała radiowa Jedynka, tłumaczył erą cyfrową, która powoduje rozdrobnienie audytorium. Wskazywał, że wyniki słuchalności spadają też innym stacjom, podczas gdy już prawie 2 proc. słuchaczy sięga po przekaz radiowy w internecie.

Skrzypczak podkreślał, że jest miłośnikiem Programu 3, ale był czas, że o godz. 15 przełączał się na inna stację, bo pewnych rzeczy trudno mu było słuchać (nawiązywał tu do zdjętego już z anteny pasma publicystycznego "Trójka po trzeciej", które prowadzili zewnętrzni publicyści - PAP). Dziś Program 3 określa jako "doskonałą produkcję", która zasługuje na wzrost słuchalności. Zdaniem Skrzypczaka RN nie powinna zajmować się programem.

Marzenna Wojciechowska podkreślała, że jednym z podstawowych zadań PR powinna być edukacja, a dopiero następnie krzewienie tzw. kultury wysokiej, bo słuchacza należy najpierw do tego przygotować.

"Wysoka kultura jest ważnym elementem społeczeństwa obywatelskiego, ale najpierw musi być ono odpowiednio wyedukowane i przygotowane do jej odbioru" - mówiła. Podkreślała, że PR przez to, że ma duży zasięg, ma niepowtarzalną okazję wyrównywania szans edukacyjnych w "Polsce B i C", gdzie dostęp do dóbr kultury i szkolnictwa jest utrudniony.

Na pytanie przewodniczącego KRRiT, co by powiedziała na opinię, że media komercyjne służą kapitalistom, kościelne biskupom, a publiczne powinny służyć politykom odparła, że "byłoby to zaprzeczeniem wolności słowa, która wynika z konstytucji". Podkreślała, że radio publiczne powinno być miejscem, które z jednej strony gwarantuje wolność wyznania obywateli, z drugiej krytycznie podchodzi do biznesu, szczególnie w aspekcie ochrony interesu konsumentów, natomiast jeśli chodzi o politykę, radio powinno w równym stopniu prezentować wypowiedzi partii rządzących, jak i opozycyjnych.

Wojciechowska zwróciła też uwagę na istotny problem prawny, jakiem jest ciągłe niedostosowanie statutu PR do znowelizowanej Ustawy o rtv, co może skutkować kłopotami z rejestracją nowej RN. Rzecz w tym, że statut wciąż przewiduje dziewięcioosobową radę nadzorczą, podczas gdy nowa ustawa - siedmioosobową.

Rafał Skąpski zdecydowanie odrzucał pogląd, że media publiczne powinny konkurować z komercyjnymi, bo "taki wyścig z góry skazany jest na porażkę". Jako przykład podawał tu Program 2 PR i RMF Classic. Jak podkreślał, tego rodzaju porównanie jest bezprzedmiotowe, bo od strony programowej, merytorycznej Dwójka ma zupełnie inne zadania niż rozgłośnia RMF. Odnosząc się do niskich wyników słuchalności Dwójki przypominał, że za czasów prezesury Krzysztofa Czabańskiego antena ta dużo straciła na zasięgu, może więc należałoby temu programowi "ułatwić dotarcie do odbiorców".

Na pytanie o wpływy polityczne w radiu odparł, że najbardziej dostrzega je w Radzie Programowej, bo tam jest jasna reprezentacja. "Myślę, że po to są te rozmowy, po to była nowelizacja ustawy, nowy skład KRRiT, by w inny nieco sposób wyłonić władze spółek mediów publicznych" - mówił Skąpski.

Za najważniejszą potrzebę PR uznał "wewnętrzne uspokojenie". Dodał, że opowiada się za zmianami ewolucyjnymi, a nie rewolucyjnymi i sprzeciwia się koncepcji, by każda nowa ekipa zmieniała strukturę PR, choć przyznał, że tej strukturze "trzeba się przyjrzeć". Szczególnie zwracał uwagę na potrzebę przywrócenia właściwych proporcji między pracownikami zatrudnionymi przy emisji programu a administracją. Obecnie na ponad 1300 osób zatrudnionych w PR tylko niespełna 400 osób realizuje program.

Zwracał uwagę na konieczność przemyślenia kształtu Programu 4, a być może zadania pytania o sens jego istnienia, choć - jak zauważył - jest to problem zależny od ustawodawcy. Przedstawiając motywy kandydowania do RN powiedział, że skoro są nowe zasady, inny system wyłaniania kandydatów, to warto tę demokrację sprawdzić. Po drugie, jak mówił, Polskie Radio jest bliskie jego sercu i skoro widzi, że jest ono w potrzebie, naturalnym odruchem jest potrzeba udzielenia mu pomocy.