Samolot CASA C-295M rozbił się 23 stycznia 2008 r. podczas próby lądowania w Mirosławcu (Zachodniopomorskie). W katastrofie zginęło 20 lotników - czteroosobowa załoga i 16 wysokich oficerów lotnictwa, wracających z konferencji o bezpieczeństwie lotów. Komisja badająca przyczyny katastrofy uznała, że doprowadził do niej splot wielu okoliczności.

Zadośćuczynień od MON domagają się najbliżsi członkowie rodzin ofiar katastrofy. Jak mówił kilka tygodni temu wiceszef resortu obrony Czesław Piątas, od połowy grudnia 2010 r. do MON wpłynęło 67 przedsądowych wezwań do zapłaty zadośćuczynienia za naruszenie dóbr osobistych, odszkodowania za straty materialne oraz wypłaty renty od 55 osób.

Rodziny złożyły 48 wezwań do próby ugodowej do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. Pierwsze posiedzenia ugodowe mają się odbyć w poniedziałek. Kolejne wyznaczono na 1 kwietnia. Jeżeli strony nie osiągną porozumienia, dojdzie do procesu o odszkodowania.

Wcześniej trwały rozmowy ugodowe z MON. W większości przypadków nie udało się osiągnąć porozumienia na tym etapie, choć MON deklaruje, że jest gotowe zawrzeć porozumienia z rodzinami. W czwartek MON ujawniło, że zawarło w drodze ugody przedsądowej pierwsze porozumienie w sprawie zadośćuczynienia dla osoby, która straciła bliskiego w katastrofie CASY. Szczegółów ugody nie podano.


Pełnomocnik rodzin mec. Sylwester Nowakowski mówił kilka tygodni temu, że gdyby MON przedstawił propozycję zadośćuczynienia w takiej wysokości jak rodzinom ofiar katastrofy smoleńskiej (21 stycznia Prokuratoria Generalna w imieniu Skarbu Państwa zaproponowała im po 250 tys. zł zadośćuczynienia), rodziny przyjęłyby tę ofertę. Początkowo roszczenia opiewały na milion złotych każde.

Strona rządowa kwestionowała, czy w sensie prawnym można tak samo traktować rodziny ofiar pod Mirosławcem i Smoleńskiem. W przypadku katastrofy pod Smoleńskiem podstawą do propozycji zadośćuczynienia za krzywdę niemajątkową związaną ze śmiercią osoby bliskiej jest art. 446 paragraf 4 Kodeksu cywilnego. Przepis ten wszedł w życie w sierpniu 2008 r., tymczasem tragedia w Mirosławcu miała miejsce wcześniej, w styczniu 2008 r., gdy przepis ten jeszcze nie obowiązywał. Dlatego Prokuratoria Generalna podkreślała, że nie może być on stosowany w sprawie katastrofy CASY. Na ten fakt zwracało też uwagę MON.

Komisja badająca katastrofę CASY jako przyczyny jej wystąpienia wskazała m.in. na niewłaściwy dobór załogi i jej niewłaściwą współpracę w kabinie, niekorzystne warunki atmosferyczne na lotnisku, brak obserwacji wskazań radiowysokościomierza podczas podejść do lądowania i błędną interpretację wskazań wysokościomierzy. Po tragedii stanowiska straciło pięciu wojskowych bezpośrednio odpowiedzialnych - w ocenie ministra obrony - za decyzje, które doprowadziły do katastrofy.

Do tej pory w sprawie przedstawiono zarzuty dwóm osobom. Ówczesny dowódca 13. Eskadry z Krakowa ppłk Leszek L. jest podejrzany o nieumyślne niedopełnienie obowiązków ws. katastrofy. Grozi mu kara do dwóch lat pozbawienia wolności. Por. Adam B., były kontroler zbliżania i precyzyjnego podejścia w Wojskowym Porcie Lotniczym w Mirosławcu, najpierw usłyszał zarzut nieumyślnego sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym. Ostatnio prokuratura zmodyfikowała ten zarzut i uznała, że do sprowadzenia niebezpieczeństwa katastrofy por. B. dopuścił się umyślnie. Podejrzany nie przyznał się do tego zarzutu. Śledztwo trwa.