Pozew ma zostać złożony w sądzie błyskawicznie, prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu – dowiedział się DGP nieoficjalnie od jednego z menedżerów z konsorcjum firm Alpine, Hydrobudowa i PBG, które wybudowały stadion.
– mówią rozmówcy gazety, zastrzegając sobie anonimowość.
Już wcześniej DGP informował, że pomimo udanych mistrzostw Europy sytuacja na stadionie jest bardzo zła. Gdy dwa tygodnie temu ujawniliśmy, że Narodowe Centrum Sportu zażądało spłaty 152 mln zł z gwarancji ubezpieczeniowej firmy Alpine, rzecznik NCS Daria Kulińska odpowiedziała nam jedynie, że . Dopiero w ostatni wtorek minister sportu Joanna Mucha niespodziewanie ogłosiła, że na jej wniosek Prokuratoria Generalna przygotuje pozew przeciwko konsorcjum budującemu narodową arenę.
– napisali w komunikacie urzędnicy Ministerstwa Sportu. Sama minister Mucha przyznała, że tworzenie pozwu może zająć miesiące.
Jednak ani ona, ani jej urzędnicy nie dodali, że wypłatę 152 mln zł z gwarancji ubezpieczeniowej koncernu Alpine wstrzymał warszawski sąd. Sędzia uznał, że żądanie wypłaty przez NCS jest przedwczesne i słabo udokumentowane.
– uważa jeden z kluczowych menedżerów Alpine.
Kwota 152 mln zł odpowiada sumie żądanej przez mniejszych podwykonawców na stadionie, którym wypłaty deklarował NCS – stąd podejrzenie, że mieli dostać pieniądze z tych środków. Skąd jednak powstały zaległości? Według zgodnych deklaracji Hydrobudowy i Alpine budowa areny pochłonęła znacznie więcej środków, niż zakładał pierwotny kosztorys. Tuż przed ogłoszeniem bankructwa Hydrobudowa wydała komunikat, w którym oceniła dodatkowe koszta na 400 mln zł. Według budowniczych winny był wadliwy projekt, w szczególności wszystkich instalacji, który wymagał wprowadzenia ponad 16 tys. zmian.
– brzmi fragment listu Alpine do premiera i minister sportu z tego miesiąca.
Tymczasem Sejm otrzymał wtedy grube sprawozdanie z przygotowań do Euro, w którym urzędnicy ministra sportu zapewniali parlament, że . Ostatecznie stadion oddano dosłownie w przeddzień mistrzostw Europy, niemal rok później.
– deklaruje jeden z naszych rozmówców.