W środowy wieczór gościem radia TOK FM był Cezary Gmyz. Autor tekstu o trotylu na wraku samolotu Tupolew odpowiadał na pytania słuchaczy. Dr inż. Grzegorz Szewczyk dopytywał o stężenie rzekomego trotylu. Zastanawiał się, w jakich jednostkach zostało wyrażone, pytał, czy były to PPM-y. Po serii pytań, były już dziennikarz "Rzeczpospolitej" przyznał: .
- mówił dr Szewczyk.
Sieć szuka doktora. "Dr inż. Łosiew?"
W sieci zawrzało. Na Twitterze rozpoczęły się poszukiwania dr. Szewczyka. Internauci próbowali ustalić, kim z wykształcenia jest tajemniczy radiosłuchacz. Niektórzy sugerowali, że jest on niekompetentny, a nawet, że został "wymyślony", by skompromitować Cezarego Gmyza, ponieważ nie ma go w bazie polskich naukowców. Na platformie Salon24.pl Stary Wiarus pisał:
Od 24 lat w Finlandii
Postanowiliśmy sprawdzić, czy dr inż. Grzegorz Szewczyk rzeczywiście istnieje i czym się zajmuje. Okazało się, że dr Szewczyk od 24 lat mieszka poza Polską - dlatego nie ma go w bazie polskiej nauki. Ukończył Wydział Inżynierii Procesowej na Politechnice Łódzkiej, gdzie obronił doktorat. Zdarza mu się bywać w Polsce - jest profesorem wizytującym na Uniwersytecie Łódzkim, a konkretnie na Wydziale Fizyki i Informatyki Stosowanej.
W toku swej kariery pracował m.in. w firmie Metorex Intl. w Espoo, gdzie tworzył modele matematyczne i oprogramowanie instrumentów do automatycznej analizy składu metali. Dziś jest głównym wykładowcą w Katedrze Informatyki Wydziału Technologii i Przedsiębiorczości Wyższej Szkoły Zawodowej Centria w Kokkola w Finlandii.
W rozmowie z dziennik.pl zapewnia, że telefon do TOK FM był całkowicie spontaniczny, a pytanie o ewentualną ustawkę jest dla niego wręcz obraźliwe. tłumaczy w czasie rozmowy poprzez Skype. Dodaje, że u byłego już dziennikarza "Rzeczpospolitej" drażni go brak logiki. dodaje.
O co chodzi z tym trotylem?
Dr Szewczyk tłumaczy, że w całej sprawie mniej istotny jest fakt znalezienia trotylu.- wyjaśnia. - dodaje. I tu, jak mówi, jest pies pogrzebany: trzeba bowiem stwierdzić, czy znaleziono produkty wybuchu, czy produkty rozpadu naturalnego. Są one bowiem absolutnie różne i świadczą o tym, jaka reakcja miała miejsce.
Pytanie więc, co obecni w Smoleńsku eksperci mogli odkryć, a ściślej, co wykryć mogły wykorzystane przez nich urządzenia. - tłumaczy dr Szewczyk. Dodaje, że urządzenia MO-2M i Hardened MobileTrace, które biegli mieli w Smoleńsku, mogły zaobserwować . Producent trzeciego z urządzeń, Pilot-M, jednak nie publikuje metody pomiaru, tłumacząc się tajemnicą patentową. wyjaśnia dr Szewczyk.
Jaki więc stopień wiedzy zapewniły użyte w Smoleńsku detektory? - tłumaczy.I dodaje, że zgodnie z opisem technicznym urządzeń, poza analizą jakościową, podają one również stężenie - w g/cm3 lub właśnie w owych słynnych już jednostkach ppm.- wyjaśnia dr Szewczyk.
- podkreśla dr Szewczyk. I dodaje, że odebrał sporo telefonów z Polski - z gratulacjami. - dodaje.
A gdyby to był zamach?
Pytamy, jak mogłyby wyglądać odczyty detektorów, gdyby w Smoleńsku rzeczywiście doszło do zamachu z użyciem trotylu. - wyjaśnia. Sęk w tym, że - jak mówi - trotyl jest materiałem bardzo prymitywnym, trudnym do kontrolowania.
- przyznaje.
"Ja mam grubą skórę. A interesuje mnie tylko prawda"
O tym, że reakcje na jego wystąpienie są skrajnie różne, dr Szewczyk dowiedział się od nas.- deklaruje. I dodaje, że przez prawdę lub fałsz rozumie
- podsumowuje.
Na koniec pytamy dr. Szewczyka o odbiór tego wszystkiego, co dzieje się w okół katastrofy smoleńskiej, z perspektywy zagranicy. Jego odpowiedź jest bardzo krótka: Zaś o pomyśle powołania międzynarodowej komisji, mówi: