Chodzi o głośną sprawę napisu "kat" wykonanego czerwoną farbą na pomniku komunistycznego dygnitarza, Bolesława Bieruta. Sprawcy (24-latek i 49-latka), zauważeni przez pracowników cmentarza zostali szybko zatrzymani przez policję. Wypuszczono ich po osobistej interwencji Prokuratora Generalnego i Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Jednocześnie śledczy prowadzili postępowanie w sprawie popełnienia przestępstwa z art. 262 par. 1 kodeksu karnego. Za znieważenie miejsca pochówku grodzi do dwóch lat pozbawienia wolności.
Czynności w tej sprawie skończyły się dopiero teraz, mimo że - jak przyznaje prokuratura - podejrzani złożyli zeznania "korespondujące z ze stanem faktycznym ustalonym przez śledczych". Wpływ na to miało m.in. konieczność sporządzenia opinii przez biegłego. Eksperci mieli potwierdzić, że farba, którą wykonano napis jest taka sama, jak spray znaleziony w plecaku mężczyzny.
tłumaczy Łukasz Osiński, szef Prokuratury Rejonowej Warszawa-Żoliborz.- dodaje prokurator Osiński.
Pytany o wynik postępowania odpowiada: - zapewnia prokurator Osiński. Jedną z przesłanek uzasadniających brak skierowania aktu oskarżenia była dotychczasowa czysta kartoteka sprawców.
Wniosek o warunkowe umorzenia dla sprawców wcale nie dziwi Borysa Budki, byłego ministra sprawiedliwości. - dodaje prawnik.
Warto przypomnieć, że w 2015 roku, w podobnej sprawie, dotyczącej znieważenia miejsca pochówku żołnierzy radzieckich, prokuratura w Kaliszu postawiła zarzuty. Jednak w odróżnieniu od przypadku z sierpnia ub. roku, w Kaliszu sprawca zniszczył aż 11 mogił, do tego postawiono mu zarzut za użycie przemocy wobec policjanta, który próbował zatrzymać wandala.
- zaznacza dr Piotr Kładoczny, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego. - dodaje prawnik.