Dziennik Gazeta Prawana logo

Czy skutków nawałnicy można było uniknąć? Co nie zadziałało w systemie ostrzegania? SPRAWDZILIŚMY

17 sierpnia 2017, 07:24
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Wojsko usuwa zniszczenia po nawałnicy
Wojsko usuwa zniszczenia po nawałnicy/PAP
Sześć ofiar śmiertelnych, 50 rannych, uszkodzone dachy w 3 tys. budynków, 400 mln zł strat. Sprawdziliśmy, co w systemie ostrzegania i ochrony kraju zadziałało, a co nie.

Jak po każdym tragicznym wydarzeniu, także i teraz zapowiadana jest poprawa funkcjonowania państwa. Tym razem rząd skupia się na systemie pomocy w wypłatach odszkodowań. MSWiA ogłosiło, że w szacowaniu strat profesjonalnych rzeczoznawców wspomogą inspektorzy budowlani oraz że wprowadzone zostaną jednolite, uproszczone formularze. Wszystko po to, by pieniądze do poszkodowanych trafiły jak najszybciej. Czy to jednak nie za mało, a państwo faktycznie zdało egzamin? Odpowiadamy na kluczowe pytania.

1 Czy informacje o zagrożeniu trafiły do ludzi w odpowiednim czasie?

Są instytucje mające czuwać na bezpieczeństwem, są i specjalne systemy zawiadamiania. Tyle że nie do końca skuteczne. O potencjalnych zagrożeniach alarmuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW). Na bieżąco monitoruje zmiany pogodowe i informuje wojewódzkie centra zarządzania kryzysowego. Od nich informacje powinny iść do lokalnych władz, jednostek policji, straży pożarnej czy nadleśnictw.

I tak się stało. Ostrzeżenia dla województw kujawsko-pomorskiego i pomorskiego IMGW wydał 11 sierpnia, tuż przed godziną 14. Najgorsze nawałnice uderzyły w nocy z 11 na 12 sierpnia.

Tyle że były to ostrzeżenia ogólne, tzn. dotyczące całych województw, a nie wybranych, naprawdę zagrożonych miejsc (np. konkretnych powiatów). - ocenia Piotr Żurowski ze stowarzyszenia Łowcy Burz. Tłumaczy, że gdyby łańcuch odpowiedzialnych za ostrzeganie był szczelny, to do harcerzy w obozie w Suszku powinni jeszcze przed burzą przyjechać straż pożarna, policja i przedstawiciel nadleśnictwa, by dopilnować ewakuacji.

2 System ostrzegania przed zagrożeniami nie jest skuteczny?

Od dwóch lat funkcjonuje specjalny Regionalny/Krajowy System Ostrzegania (RSO). Aplikacja, stworzona na zlecenie rządu, jest bezpłatna, działa na wszystkich systemach operacyjnych i ma informować o potencjalnych zagrożeniach i klęskach żywiołowych. Alerty z niej są także dostępne w kanałach TVP w naziemnej telewizji cyfrowej. W pierwszym półroczu tego roku w całym kraju w ramach RSO wygenerowano 6459 powiadomień, 1309 ostrzeżeń i osiem ostrzeżeń alarmowych.

Wydawać by się mogło, że z takim rozwiązaniem informacje powinny trafiać do każdego w obrębie potencjalnego zagrożenia. Aplikacja została pobrana blisko 600 tys. razy. Niby sporo, ale kart SIM mamy w Polsce obecnie 52 mln, czyli ostrzeżenia w tej formule dotrą co najwyżej do trochę ponad 1 proc. abonentów telefonów. O wiele większą siłę miałby system, który automatycznie do wszystkich komórek - a nie tylko tych z pobraną aplikacją - wysyłałby powiadomienia w wersji "push".

3 Czy w pomoc nie należy zaangażować Wojsk Obrony Terytorialnej?

Ten argument jest często podnoszony przez opozycję. W rozmowie z nami ppłk Marek Pietrzak, rzecznik prasowy Dowództwa Wojsk Obrony Terytorialnej, potwierdza, że jednostki te mogłyby zaangażować się w akcję usuwania skutków nawałnic. Ale na razie jedynie teoretycznie. - przyznaje ppłk Pietrzak. Na razie nowy rodzaj sił zbrojnych istnieje tylko w woj. podlaskim, lubelskim i podkarpackim. Powstały tam brygady liczące w sumie ponad 3 tys. żołnierzy, a w woj. mazowieckim i warmińsko-mazurskim rozpoczęto dopiero ich formowanie.

Nie brakuje jednak pytań o to, czy "terytorialsów" nie można przerzucić z jednego województwa do drugiego? Jak słyszymy od naszego rozmówcy, istotą WOT jest to, że działają one na terenie, który jest ich bazą i który dobrze znają. - zastrzega ppłk Pietrzak.

4 Reakcja wojska - czy była zbyt późna?

- mówił sołtys miejscowości Rytel w rozmowie z "Gazetą Pomorską". Największe spustoszenie burze wywołały w nocy z piątku na sobotę (11–12 sierpnia). Tymczasem Antoni Macierewicz wydał decyzję o wydzieleniu żołnierzy oraz sprzętu wojskowego do pomocy w likwidowaniu skutków nawałnic dopiero 14 sierpnia.

MON jednak przypomina, że obowiązują pewne procedury. "Zgodnie z ustawą o zarządzaniu kryzysowym Wojsko Polskie może działać na wniosek wojewody. W ciągu 5 godzin od złożenia wniosku wojsko było na miejscu" - przekonuje na Twitterze Michał Dworczyk, sekretarz stanu w MON. Rozkaz o przekierowaniu 60 żołnierzy wydano w oparciu o wniosek wojewody pomorskiego złożony 14 sierpnia. Dlaczego wojewoda, terenowy reprezentant rządu, zwlekał aż trzy dni ze zwróceniem się o pomoc do wojska? Na to pytanie jego urząd wczoraj nam nie odpowiedział.

5 Czy zaspały służby podległe MSWiA?

Resort zapewnia, że już w sobotę odebrał meldunki od komendantów wojewódzkich Państwowej Straży Pożarnej oraz wojewodów z sześciu województw, które najbardziej ucierpiały podczas nawałnic. - twierdzi MSWiA. Jak informowaliśmy wczoraj w DGP, jeszcze w sobotę w godzinach wieczornych strażacy, na polecenie ministra Błaszczaka, zakończyli kontrole wszystkich 182 obozowisk zarejestrowanych przez kuratoria oświaty (nie stwierdzono uchybień).

Strażacy zapewniają, że ruszyli z pomocą tak wcześnie, jak tylko mogli. - mówi mł. bryg. Sławomir Brandt z wielkopolskiej straży pożarnej. MSWiA też nie ma sobie nic do zarzucenia. - informuje nas resort.

6 Jesteśmy gotowi na inne zagrożenia?

RSO wymaga unowocześnienia i większej popularyzacji. Nie ma wciąż Informatycznego Systemu Osłony Kraju, który ma ostrzegać przed powodziami lub zagrożeniami dla energetyki. Decyzja, że takie rozwiązanie jest nam niezbędne, zapadła po powodzi z 2010 r., która przyniosła straty w wysokości 13 mld zł. Budowę ISOK zaczęto w 2013 r., wydano na to 290 mln zł, ale system nie ruszy przed 2019 r. Za to po burzy na Mazurach, która w 2007 r. kosztowała życie 12 osób, w 2011 r. uruchomiono System Sygnalizacji Ostrzegawczej składający się z sieci 17 masztów na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich.

W czasie ostatnich nawałnic ujawniło się jeszcze jedno zagrożenie: problem w przywracaniu łączności na terenach dotkniętych klęską. Telekomy nie przewidziały sytuacji, gdy wskutek warunków pogodowych przestaje działać kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt stacji bazowych na wielu kilometrach kwadratowych. Stacje takie zasilają zwykłe maszty w terenie. W efekcie przywracanie łączności - niezbędnej do informowania o kolejnych zagrożeniach - może trwać zbyt długo.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj