– mówi Lucyna Kicińska, koordynatorka Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Niektóre nastolatki z myślami samobójczymi trafiają nawet do gabinetu specjalisty, ale rodzice robią zdziwione miny: to niemożliwe, zauważylibyśmy na pewno. Bo gdy ich syn czy córka złamią rękę, idą z nim do lekarza. Gdy jednak chodzi o zdrowie psychiczne, posługują się władzą rodzicielską, by zasłonić problem, którego źródło tkwi w rodzinie. Wariat, w naszym domu? Co inni powiedzą? Zabierają więc ze szpitala na własne żądanie dziecko po próbie samobójczej, po płukaniu żołądka albo z pozszywanymi ranami na nadgarstkach. I choć na wypisie jest wyraźne wskazanie do leczenia farmakologicznego, wolą go nie widzieć. Takie dziecko dosłownie znika sprzed oczu lekarzy, bo mama i tata wiedzą lepiej.
Ktoś powie: to patologia, która mnie nie dotyczy. – – mówi Lucyna Kicińska.
"Dzieci nie będą dopiero, ale są już ludźmi, tak, ludźmi są, a nie lalkami: można przemówić do ich rozumu, odpowiedzą nam, przemówmy do serca, odczują nas". "Dziecko zostało uznane za człowieka, za istotę, z którą trzeba się liczyć, której nie wolno wieść na smyczy, lecz należy kierować nią umiejętnie, z rozwagą, wysiłkiem umysłu, uczucia i woli" – Janusz Korczak pisał te słowa w 1900 r. Przeszło 117 lat temu. I najwyraźniej ciągle trzeba je przypominać.
Władza człowieka nad człowiekiem
– – mówi Sylwia Spurek, prawniczka, zastępczyni RPO ds. równego traktowania. Wydawałoby się, że mając konwencję, jesteśmy nowoczesnym demokratycznym państwem. Tylko że tak nie jest. Po ratyfikacji zabrakło pogłębionej analizy systemu prawnego pod kątem praw człowieka – dziecka. Przykłady? Kodeks rodzinny i opiekuńczy. Uderza w nim sformułowanie dotyczące władzy rodzicielskiej. I wiele osób na tym bazuje, spychając pomoc, wsparcie na dalszy plan. W kodeksie jest wprawdzie sformułowanie, że rodzice i dzieci winni są sobie szacunek, ale kilka przepisów niżej jest znów mowa o władzy. A to narzuca myślenie, że ktoś ją sprawuje, ktoś jej podlega. Nie ma więc relacji równości.
Idąc dalej, wychowanie często nie jest rozumiane jako przekonywanie, tłumaczenie, rozmawianie, tylko narzucanie: ja tu rządzę. Narzucanie również siłą. – – dodaje Sylwia Spurek. I przekonuje, że jeżeli nadal będziemy uważać, że ktoś jest głową rodziny, a pozostali winni są mu podległość, to będziemy dopuszczać myślenie, że może sprawować władzę i to z wykorzystaniem wszystkich dostępnych narzędzi, także tych opresyjnych. Że może rządzić, stosując przemoc fizyczną i psychiczną. Konwencja antyprzemocowa pokazuje wyraźnie, że źródłem przemocy nie jest alkohol, bieda, ale właśnie przekonanie o przewadze jednego członka rodziny nad pozostałymi. Prawniczka proponuje, żebyśmy w kodeksie zastąpili słowo "władza" określeniem "opieka". Niby niewiele, ale przesunęłoby to akcenty: z prawa własności na podmiotowość i odrębność dzieci.
A tak czasem pozbawiamy ich elementarnych praw. Milion dzieci w Polsce nie otrzymuje alimentów, 300 tys. rodziców zalega z tymi świadczeniami. Dług przekracza już 10 mld zł. – – ucina.
Pytanie retoryczne
Prawo do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami gwarantuje konstytucja. Przypominał o tym niedawno wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki. – ocenia mec. Monika Gąsiorowska, która specjalizuje się w sprawach z zakresu prawa rodzinnego, władzy rodzicielskiej. Rzuca hasła: rozsądek, złoty środek. –
Nasze podejście do dzieci powoduje, że na konflikty między nimi patrzymy z lekceważeniem. Tymczasem poniżanie i przemoc na tle uprzedzeń to nie tylko problem dorosłych. Z badań organizacji pozarządowych wynika, że ponad 60 proc. dzieci o orientacji homoseksualnej ma myśli samobójcze.
– – mówi Sylwia Spurek.
Z tych historii przebija przede wszystkim samotność. Zresztą przypadków, gdy zostawiamy dziecko samo, jest więcej. Wprowadziliśmy do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego zakaz kar cielesnych. Ale żeby doprowadzić do odpowiedzialności karnej za naruszenie nietykalności cielesnej, potrzebny jest prywatny akt oskarżenia. Czyli mamy do czynienia z absurdalną sytuacją, w której osoba, która np. wychowuje biciem, miałaby jako przedstawiciel ustawowy dziecka wnieść akt oskarżenia dotyczący własnej osoby.
–– wylicza Mirosława Kątna, przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka. I opowiada, że spotkała kilka dobrych matek, które niechcący poważnie uszkodziły swoje dziecko. Historie były do siebie uderzająco podobne: "Weszłam do pokoju i powiedziałam mu: sprzątaj klocki. Nie zrobił tego, bezczelnie spojrzał tylko w moim kierunku. Podniosłam go za ramię, potrząsnęłam, a on mnie kopnął. Nóżką w kapciu. No to dałam mu klapsa, a on strącił wazon. Ten ulubiony, kupiony przed laty za pół pensji. No to wtedy tak go biłam, że uciekając, uderzył skronią w kant stołu...". – Dziecko, które w domu jest przedmiotem, jak krzesło czy stół, boli wszystko. Pupa i dusza. Dusza nawet bardziej. Nauczyliśmy się mówić, że gdy człowiek bije zwierzę, postępuje okrut– ocenia Mirosława Kątna.
Doktor Marta Majorczyk, wykładowca akademicki w Collegium Da Vinci w Poznaniu i doradca rodzinny w poradni psychologiczno-pedagogicznej przy Uniwersytecie SWPS, opowiada, że spytała kiedyś swoich studentów, co by powiedzieli, gdyby zamiast dwój do indeksu dawała im klapsy. Niezdane kolokwium i pac, czerwone pośladki. Najpierw zareagowali śmiechem, który z czasem stawał się coraz bardziej nerwowy. Gdy zobaczyli, że nie do końca żartuje, uznali, że to absurd, że nie ma prawa. A jeśli zdecydowałaby się na taki krok, to poszliby ze skargą do rektora i ten, z pewnością, wyrzuciłby ją z uczelni. – pyta retorycznie.
Za szybko, zbyt wolno
Prawo do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi poglądami w naszym kraju podbite jest mocnym przekonaniem, że mama i tata wiedzą lepiej, co jest dobre dla ich dzieci. Również jeśli chodzi o ochronę zdrowia. – przekonuje Mirosława Kątna. I pyta dalej: rodzice mają prawo nie szczepić dzieci? Mają prawo decydować się na alternatywne metody leczenia? Gdzie i jak postawić granice, by nie otrzeć się o absurd? Bo może kolejnym krokiem, w ramach prawa do wychowania dzieci w zgodzie z własnym sumieniem, powinno być utworzenie przedszkoli dla dzieci prowadzonych według zasad konwencjonalnej medycyny i takich, gdzie nie uznaje się szczepień, a rodzice słuchają rad szamanów.
Kiedy więc opiekunowie prawni niepełnoletniej osoby zdecydowanie przekraczają swoje uprawnienia? Odpowiedź jest prosta: gdy życie i zdrowie ich dzieci jest zagrożone. Są normy wagowe i wzrostowe, według których ocenia się rozwój małego człowieka. Jeśli lekarz czy nauczyciel w porę zauważą odstępstwa od tych norm, może nie będzie więcej takich sytuacji, jak maluch zagłodzony w imię wyższej idei czy eksperymentalnej diety opartej na kozim mleku.
Co absolutnie nie oznacza, że nagle zdanie rodziców straciło na znaczeniu. – – podkreśla Sylwia Spurek. I dodaje:
Przedmiot w dyskusji
– mówi Lucyna Kicińska. Niestety, bez otwartości wychowanie przeradza się w sprawowanie władzy. To nie jest wydumany problem. Do Telefonu Zaufania dla Dzieci i Młodzieży dzwonią młode osoby, które mówią, że są zmuszane do wyznawania wiary. Słyszą w domu: Utrzymujemy cię, to siedź cicho i rób, co każemy. –
Dla Marty Majorczyk władza rodzicielska to przede wszystkim ogromna odpowiedzialność i świadomość skutków swoich działań. –
W tresowanej, a nie wychowywanej głowie może zakiełkować myśl: jestem gorszy, nie zasługuję na szacunek, skoro nie szanują mnie nawet rodzice. Nie znika z wiekiem, tylko towarzyszy człowiekowi przez całe życie. – – dodaje Lucyna Kicińska. Widzi też inny problem, swoistą prawidłowość: gdy w domu zostanie zdiagnozowany problem (przemoc, uzależnienie rodziców od substancji psychoaktywnych, niezaspokajanie podstawowych potrzeb dzieci: jedzenia, ogrzewania, higienicznych), to daje się szansę rodzinie, nie dziecku. Drugą, trzecią. Bo może mama się zmieni, może tata wejdzie w rolę, może podejmą terapię, przyjdą na warsztaty wychowawcze. A dziecko? Znowu jest przedmiotem w dyskusji.