"Premier będzie przebywał w stolicy Finlandii tylko dziś. Wizyta została uzgodniona już półtora miesiąca temu, odbywa się na zaproszenie premiera Finlandii Matti Vanhanenema" - tłumaczy nam rzecznik rządu Jan Dziedziczak. Uprzedza zarzuty, że wyjazd Jarosława Kaczyńskiego na mecz polskiej reprezentacji jest elementem kampanii wyborczej. Szef naszego rządu spotka się z premierem Finlandii oraz prezydent tego kraju Tarją Halonen. Następnie razem z Vanhanenem będzie oglądał mecz na Stadionie Olimpijskim.
Czy podobnie jak jego poprzednik Kazimierz Marcinkiewicz spotka się z piłkarzami? "Żadne zwyżki w rankingach popularności nie są w warte tego, aby zakłócać spokój zawodników przed tak ważnym meczem" - deklaruje Dziedziczak. Dodaje, że premier od lat jest kibicem, i wie, że piłkarzom potrzebna jest koncentracja. Dlatego na pewno nie odwiedzi ich w szatni przed meczem. Czy zrobi to po meczu?
To zależy od protokołu dyplomatycznego, bo będzie z premierem Finlandii. Czy obecność premiera na stadionie pomoże piłkarzom? Według psycholog sportu Katarzyny Zygmunt jeśli Kaczyński nie spotka się z piłkarzami przed meczem, to jego obecność na stadionie nie będzie miała żadnego znaczenia. "Słowa zachęty, mobilizacji ze strony osoby ważnej, głowy państwa, niezależnie jaką opcję polityczną reprezentuje, na pewno dobrze wpływają na postawę sportowca. Jednak jeśli nie spotka się z zawodnikami, to jego obecność na meczu nie będzie miała większego znaczenia" - tłumaczy.
Dla opozycji jest oczywiste, że obecność premiera na meczu to kampania wyborcza. Wytykają politykom PiS, że przynoszą pecha polskim piłkarzom. "Raz na meczu był prezydent Lech Kaczyński i przegraliśmy z Niemcami, raz premier Kazimierz Marcinkiewicz i przegrana z Ekwadorem, może do trzech razy sztuka?" - kpi sekretarz generalny PO Grzegorz Schetyna, jeden z czołowych "piłkarzy" w Sejmie. I dodaje: "Byłbym zbudowany, gdyby premier był kibicem na co dzień. Ale on pokazuje się jako fan tylko w czasie kampanii".
W klątwę szefów państwa wywodzących się z PiS nie wierzy europoseł Ryszard Czarnecki. "Nie ma żadnej klątwy przywódców Polski wywodzących się z PiS. Nasze reprezentacje przegrywały w obecności głów państwa, bo były słabe sportowo. Jeśli z Finlandią wygramy, przegramy czy zremisujemy, to tylko ze względu na formę sportową piłkarzy" - diagnozuje.
Polakom na stadionie w Helsinkach kibicować będzie także minister sportu Elżbieta Jakubiak. Oczywiście typuje nasze zwycięstwo. "Mam nadzieję, że wygramy, trzymam kciuki. Zwycięstwo na pewno przybliżyłoby nas do Euro 2008 w Austrii i Szwajcarii" - tryska optymizmem.