40-stopniowy upał, pustynny krajobraz, wioski pełne wrogich spojrzeń i drogi naszpikowane ładunkami wybuchowymi. W takich warunkach, jak pisze gazeta, pracują nasi żołnierze w bazach wojskowych w Afganistanie.
Okolice bazy wojskowej Wazi-Khwa. Do stacjonującej tam grupy bojowej Charlie dociera informacja o uzbrojonych mężczyznach, którzy na motocyklach przemieszczają się przez góry. Informacja pochodzi prawdopodobnie od bezzałogowego samolotu zwiadowczego. W wyznaczony rejon zostają wysłani komandosi z 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego. Jadą w 4 hummerach.
Po krótkich poszukiwaniach odnajdują podejrzanych. To afgańscy terroryści. Otwierają ogień w stronę polskiego patrolu. Polacy odpowiadają strzałami. Zabijają trzech napastników.
"W trakcie patrolu trzeba cały czas uważać" - mówi chorąży Piotr Ostrowski. "Nie można sobie pozwolić na chwilę rozprężenia czy zamyślenia. Nie można też popaść w rutynę. To, że w jakimś miejscu nic się nie wydarzyło wcześniej, nie oznacza, że dziś również nic się tam nie stanie" - dodaje.
Na patrole polscy żołnierze wyjeżdżają dwa razy dziennie. Wczesnym świtem i po południu. Niemal codziennie terroryści przypuszczają na nich ataki. Najczęściej strzelają z karabinków i
wyrzutni granatów. Podkładają też ładunki wybuchowe na trasach przejazdu - takie, jak na zdjęciu poniżej.