Dziś cisza wyborcza, więc przenosimy dyskusję w metapolitykę. Gwoździem numeru jest wywiad Macieja Nowickiego z Marcelem Gauchetem. Kto nie podchodzi do polityki tożsamościowo, kto lubi postideologiczne rozważania, doceni jego rozpoznania. Z grubsza chodzi o to, że podział na lewicę i prawicę upadł. Podtrzymuje go jedynie lewica, która będąc w dziejowej defensywie, utraciwszy wszelki wpływ na rzeczywistość, walczy o utrzymanie się przy życiu, inicjując coraz bardziej radykalne krucjaty kulturowe.
Realnym podmiotem współczesnej zachodniej polityki - w opisie Gaucheta - jest w istocie prawica, a dokładniej dwa jej coraz wyraźniej rysujące się nurty: prawica narodowa i prawica globalna. Przy czym w tym podziale nie chodzi o etniczność czy patriotyzm przeciwstawione entuzjastycznej wierze w to, że narody i państwa bezboleśnie rozpłynęły się w globalizacji. Spór pomiędzy prawicą narodową a globalną dotyczy rzeczy bardziej konkretnej - odpowiedzi na pytanie, jak silne ma być państwo wobec globalizacji. Czy ma być rozbudowane, zdolne do interwencji opierających się zewnętrznym regułom, czy też można ze sporym zaufaniem tym regułom się poddać. Czy ma walczyć o wszystko, próbować, tworzyć projekty cywilizacyjne, manipulować zbiorową świadomością, wierzyć w ekonomiczną autarkię, czy też bronić polityczności, swobody manewru na tych ograniczonych, choć często równie ważnych polach, gdzie może jeszcze nad globalizacją zapanować.
Gauchet mówi, że ceną, którą prawica płaci za sukces, za to, że sama dziś rozgrywa rzeczywistość, jest cynizm. Bo jako realny lider oddaje lewicy monopol na krytykę realiów, co oznacza oddanie jej języka wartości. Podobny argument jest podnoszony w Polsce ze strony tradycjonalistycznych prawicowców. Tyle że u nas pojawia się on w charakterze delegalizującym całą współczesność. Jako hasło powrotu do starych dobrych czasów. Jako propozycja umowy między prawicą a lewicą - udawajmy przed światem, że jest tak, jak było. Że wy robicie rewolucję, a my bronimy starych obyczajów.
Kłopot w tym, że polityką i dziejami nie steruje się na poziomie słów. Oczywiście można ogłosić - co robi występujący dziś w "Europie" w roli dinozaura Roger Scruton - że "stary konflikt między lewicą i prawicą jest trwałą cechą ludzkiej kondycji". Tyle że na tej samej zasadzie szympansy mogą ogłosić, że to one są ostatnim ogniwem ewolucji. Mogą w to nawet wierzyć, ale samo to jeszcze nie zmieni reguł, jakimi rządzi się ewolucja.
Polecam lekturę ankiety wokół rozmowy z Gauchetem. Z różnych pozycji Sachs, Finkielkraut, Mouffe, Sloterdijk i Staniszkis mówią w istocie to samo. Tradycjonalizm jest dziś jedynie pastiszem. Można się przebrać w żabot, można powrócić do łacińskiej mszy, można z walki z gejami i aborcją uczynić moralny szaniec, ale to będzie tylko teatr, a nie polityka.
Nasi dzisiejsi autorzy nie opowiadają o tej postideowej erze z jakąkolwiek sympatią. To jest po prostu nowa rzeczywistość, którą trzeba dostrzec i zrozumieć, aby nad nią zapanować w tej części, w jakiej jest to w ogóle możliwe.