Policjanci znaleźli kobietę wczoraj wieczorem. W szoku i w obawie przed deportacją błąkała się po ulicach miasta. Została już przesłuchana. Wiedziała już o tragedii swoich dzieci. Skąd? Na razie nie wiadomo.

Kobieta niewiele zdążyła wytłumaczyć policjantom. "Powiedziała, że wyszła na chwilę z domu. A dzieci zostawiła, bo spokojnie się bawiły. Zapewniała, że zrobiła to pierwszy raz. Wcześniej, nawet gdy wyrzucała śmieci, to brała dzieci ze sobą" - mówi dziennikowi.pl Małgorzata Klaus, rzeczniczka wrocławskiej prokuratury okręgowej.

Możliwe, że kobieta liczyła na to, że starsza siostra zaopiekuje się młodszym bratem. Ale maluchy najprawdopodobniej zaczęły się szarpać. Mieszkańcy blokowiska opowiadali telewizji TVN24, że tuż po wypadku przytomna dziewczynka powiedziała im, że to brat wypchnął ją przez okno.

Podczas przesłuchania wyszło na jaw, że kobieta jest obywatelką Kazachstanu. "Przyznała, że jest w Polsce nielegalnie. Teraz sprawdzamy, czy to prawda" - mówi rzeczniczka wrocławskiej prokuratury.

Niestety, po przesłuchaniu kobieta bardzo źle się poczuła i policjanci odwieźli ją do szpitala psychiatrycznego. Zostanie tam przez dziesięć dni.

Policji udało się ustalić, że we wtorek kobieta wyszła po zakupy i już nie wróciła do domu. Przez ponad półtorej doby szukało jej kilkuset policjantów. Kobietę znaleziono przypadkiem na osiedlu niedaleko domu.

Sąsiedzi opowiadali, że rodzice dzieci to spokojni, normalni ludzie. W ich domu nie było ani pijackich imprez, ani awantur. Sprawę bada już prokuratura.