Urzędnicy traktują tę sprawę w kategoriach dramatu ojca i matki, a nie w kategoriach dramatu cudzoziemki - tłumaczy radiu RMF Małgorzata Borys-Gimzicka, dyrektorka wydziału ds. cudzoziemców Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Dlatego właśnie pomoże Albinie E. zalegalizować jej pobyt w Polsce. Na razie jednak Kazaszka jest na obserwacji psychiatrycznej. Trafiła tam na dziesięć dni, ale wcześniej prokuratorzy zdążyli ją przesłuchać.

Kobieta niewiele zdążyła wytłumaczyć. "Powiedziała, że wyszła na chwilę z domu. A dzieci zostawiła, bo spokojnie się bawiły. Zapewniała, że zrobiła to pierwszy raz. Wcześniej, nawet gdy wyrzucała śmieci, to brała dzieci ze sobą" - informuje Małgorzata Klaus, rzeczniczka wrocławskiej Prokuratury Okręgowej.

Pod nieobecność kobiety maluchy najprawdopodobniej zaczęły się szarpać. Wypadły przez okno. Czteroletni synek Kazaszki zginął na miejscu, a cudem przeżyła siedmioletnia dziewczynka. Mieszkańcy blokowiska opowiadali, że tuż po wypadku powiedziała, że wypchnął ją brat.

Policji udało się ustalić, że we wtorek Albina E. wyszła po zakupy i już nie wróciła do domu. Przez ponad półtorej doby szukało jej kilkuset policjantów. Kobietę znaleziono przypadkiem na osiedlu niedaleko domu.

Dlaczego tak długo nie dawała znaku życia? "Pochodzę z Kazachstanu. W Polsce przebywam nielegalnie. Bałam się" - powiedziała Albina E. podczas przesłuchania. Kobieta mówiła też, że widziała tragedię na własne oczy. Nie wie, co potem się z nią działo.

Sprawę bada już prokuratura. Za kilka dni będzie wiadomo, czy Albina E. usłyszy jakiekolwiek zarzuty.