Putinowską Rosję dość często porównuje się ostatnio z Chinami. I tu, i tam miałby być budowany system, w którym brak wolności politycznych rekompensowany jest poniekąd liberalizacją reguł w sferze gospodarki. Czy Rosja rzeczywiście zmierza w kierunku tak zdefiniowanego chińskiego modelu? W żadnym razie - twierdzi znany rosyjski publicysta Andriej Piontkowski w rozmowie z "Europą". Tak naprawdę Putin stworzył system, w którym możliwości nieograniczonego bogacenia się ma wyłącznie obóz władzy. System ten trzyma się dzięki bardzo wysokim cenom ropy, ale negatywne skutki jego trwania już widać. Rosyjska gospodarka staje się coraz bardziej zacofana i coraz mniej innowacyjna. W dodatku przeżera ją korupcja będąca naturalnym efektem rządów wąskiej kliki. Jedyną szansą na zmiany jest odsunięcie od władzy grupy Putina. Wątpliwe jednak, by następca obecnego prezydenta, Dmitrij Miedwiediew, odważył się na coś takiego. Sam Putin zresztą daje sygnały, że chce nadal pozostać gospodarzem kraju i mieć wpływ na wszelkie istotne decyzje. Jeśli - jak wszystko na to wskazuje - tak się rzeczywiście stanie, Rosja jeszcze długo będzie ofiarą quasi-mafijnej "grupy trzymającej władzę".
p
Trudno byłoby wyobrazić sobie większy kontrast między tym wystąpieniem a poprzedzającą je wielką konferencją prasową prezydenta Rosji w Moskwie. W wypadku
Władimira Putina to była niesamowita orgia nienawiści do Zachodu. Gospodarz Kremla rzucał się na każdego zadającego pytania korespondenta zachodniego, momentami w sposób bardzo wulgarny.
Tymczasem Miedwiediew mówił na tyle zadziwiające rzeczy, że z przekazaniem ich miała problem telewizja państwowa. W centrum jego wystąpienia znalazło się pojęcie wolności. Ale potem była
jeszcze konferencja prasowa, na której oznajmił on, że USA i Federację Rosyjską łączą wspólne wartości i oba państwa skazane są na współpracę na arenie międzynarodowej. To nie było
zresztą ani jedyne, ani pierwsze jego wystąpienie kwestionujące dotychczasową linię Kremla. Na szczycie ekonomicznym w Davos wypowiadał się przecież i przeciw suwerennej demokracji, i przeciw
poszukiwaniu idei narodowej. Warto zwrócić uwagę na fakt, że Miedwiediew wygłosił swoje przemówienie programowe w Krasnojarsku, a więc na Syberii, gdzie ludzie świetnie zdają sobie sprawę,
że realne niebezpieczeństwo dla Rosji stanowią Chiny, a nie USA czy inne kraje zachodnie.
Po co? Przecież takie zabiegi są mu niepotrzebne, rezultat wyborów jest już od dawna znany. Sądzę, że słowa, które padły w Krasnojarsku, odzwierciedlają myślenie Miedwiediewa.
Jego polityczne poglądy i polityczne instynkty są istotnie inne niż instynkty Putina. A to z kolei rodzi pytanie, które stawiane jest nie tylko w Rosji: czy można się po tym człowieku
spodziewać czegoś w rodzaju odwilży lub pieriestrojki? Gdyby ta sprawa zależała od Miedwiediewa, odpowiedź byłaby twierdząca. To jest osoba o odmiennej mentalności niż obecny prezydent. W
dokonanie się takich zmian jednak nie wierzę. Miedwiediewowi nie pozwolą przeprowadzić żadnych poważnych reform. Jeśli wrócimy do konferencji Putina, to przypomnimy sobie, że on dokładnie wyjaśnił, jak sobie wyobraża swoją
pracę na stanowisku premiera. Wymieniał całe spektrum kompetencji szefa rządu, z czego wynikało, że przyszły prezydent nie będzie miał co robić. Niestety, jest znacznie gorzej. Żadnych zwiastunów takiej liberalizacji nie widać. Mamy do czynienia z systemem gigantycznej korupcji. Tworzone są firmy państwowe, którymi kierują
przyjaciele Putina. Gubernatorzy otrzymują prawo zbierania haraczy od lokalnych przedsiębiorców, a w zamian za to z pobranych kwot płacą daniny Putinowi. Tak więc model chiński zaczyna się
jawić na tym tle jako niedościgniony wzór. Powiem tak: swobody polityczne i gospodarcze są ze sobą wzajemnie powiązane. Podstawowym problemem Rosji nie jest jednak w tej chwili brak wolności
politycznych, lecz potworny system, w ramach którego wszystko zawłaszczają dla siebie ludzie z kręgów bliskich Putinowi, co z kolei hamuje rozwój gospodarki. To się na razie jakoś trzyma przy
fantastycznych cenach ropy naftowej - 100 dolarów za baryłkę. Ale nawet przy tych cenach gospodarka zaczyna już mieć kłopoty. W ostatnich miesiącach gwałtownie wzrosła inflacja, ponieważ
system jest absolutnie nieefektywny. W Chinach przy braku wolności politycznych nie ma korupcji na taką skalę jak w Rosji, choć od czasu do czasu zdarza się, że jakieś osoby są za tego typu
przestępstwa rozstrzeliwane. Wierzchołek chińskiej piramidy władzy to jednak nie są biznesmeni. A Putin jest biznesmenem. Wydaje się, że Miedwiediew rozumie te kwestie. Mówi o rozmaitych
wolnościach, o jawności życia gospodarczego, ale nie rozumie - tak przynajmniej wynika z jego zachowania - że zasadniczą przeszkodą w osiągnięciu tych rzeczy jest polityk, który go
wyznaczył na swojego następcę, i skupione wokół tego polityka środowisko. Zastanawiam się, dlaczego Miedwiediew pozwala sobie na takie liberalne wypowiedzi. W końcu one budzą w
społeczeństwie pewne nadzieje. Może Miedwiediew wie coś, czego my nie wiemy. Rozmiary korupcji establishmentu są takie, że można rozważać, czy nie wywołuje to niezadowolenia wśród jakiejś grupy patriotycznych oficerów w siłach zbrojnych czy nawet w
części służb specjalnych. Jednocześnie wiadomo, że u szczytu korupcyjnej hierarchii znajduje się kierownictwo FSB. Tak więc z tym systemem walczyć będzie bardzo ciężko. W normalnym społeczeństwie obywatelskim wszystko byłoby proste. Miedwiediew zabiegałby o poparcie społeczne za pośrednictwem mediów. Na realizację swojej polityki otrzymałby
mandat demokratyczny. Ale tego wszystkiego nie ma. Już samo szukanie w Miedwiediewie nowego Chruszczowa czy nowego Gorbaczowa świadczy o przyjęciu założenia, że wszelkie reformy w Rosji mogą
zostać przeprowadzone jedynie drogą odgórną. A jeśli tak, to muszą mieć poparcie jakiegoś ośrodka siłowego. Z tym że prawdopodobieństwo wszelkich poważnych zmian oceniam na zaledwie 5
procent.
Taka wersja zdaje się bliska prawdy. Ale to oznacza, że żadnej poważnej liberalizacji Miedwiediew nie bierze pod uwagę i zamierza poprzestać wyłącznie na retoryce. Putin przecież
bardzo długo wybierał swojego następcę. Między nimi nie może być niedomówień. Tyle że ksenofobiczne, autorytarne poglądy są Putinowi naprawdę bliskie - on je artykułuje z
przyjemnością. A usposobienie Miedwiediewa jest raczej liberalne i gdyby nie miał skrępowanych rąk, to by te rzeczy, o których mówi, realizował. Przyjmując hipotezę o podziale ról, mimo
wszystko dziwię się, dlaczego Putin i Miedwiediew niemal w tym samym czasie zaakcentowali tak bardzo różne punkty widzenia. To jest oczywiste i bardzo proste. Pierwszy mały kroczek będzie zarazem wielkim krokiem. Takim kroczkiem byłoby wypuszczenie z więzienia Michaiła Chodorkowskiego. Za drugi mały - ale
jakże brzemienny w skutkach! - kroczek należałoby uznać dyskusję w telewizji państwowej na temat korupcji. Takie ruchy wydają się nieduże, ale gdyby nastąpiły, byłyby naprawdę kolosalne,
ponieważ oznaczałyby kres władzy Putina i jego środowiska. Tyle że, patrząc z dzisiejszej perspektywy, Miedwiediew nie będzie miał możliwości wykonania żadnego z tych ruchów. Wyjście Chodorkowskiego z więzienia byłoby głośnym sygnałem nie tylko dla rosyjskiego biznesu, lecz i dla całego rosyjskiego społeczeństwa, a nawet dla świata. Teoretycznie
prezydent ma takie uprawnienia, jak chociażby prawo łaski. Dodajmy, że Chodorkowski odbył już dwie trzecie kary. Ale nie łudźmy się, że taki gest zostanie wykonany. Cała ostatnia
konferencja prasowa Putina zawierała jednoznaczny przekaz, który można streścić w zdaniu: "To ja nadal będę gospodarzem". Pod nieobecność społeczeństwa obywatelskiego rywalizacja polityczna przenosi się za kulisy władzy. Znana jest wypowiedź przewodniczącego Dumy Borysa Gryzłowa: "Parlament
to nie miejsce do dyskusji". Słowa te przejdą do historii. Tak więc spory nie mogą się toczyć publicznie, tylko pod dywanem. A tam zwycięża ten, kto dysponuje realnymi siłowymi
zasobami. I tutaj możemy popuścić wodze fantazji. Być może Miedwiediew spróbuje wykorzystać konflikty wewnątrz struktur siłowych - umownie rzecz ujmując między grupą generała Igora
Sieczyna a grupą generała Wiktora Czerkiesowa. I jeśli sobie pofantazjujemy dalej, to możliwy jest i taki scenariusz, że liberał Miedwiediew będzie się chciał oprzeć na jakiejś części
siłowików, na owej grupie patriotycznych oficerów, których bulwersuje - tak jak każdego przeciętnego obywatela - korupcja. Tyle że cały kraj jest względnie bierny i popiera Putina. Bo to, co
tutaj poruszamy, wie kilkadziesiąt tysięcy osób w Moskwie, które dyskutują na ten temat w internecie, ale nie wie kilkadziesiąt milionów ludzi w kraju. Wystarczy jednak, że pozwoli się przez
dwa dni debatować w telewizji o tym, kim jest Putin, kim są Roman Abramowicz i inni związani z Kremlem oligarchowie, a poparcie dla obecnego prezydenta spadnie do zera procent. Dlatego tych dwóch
dni nikt nikomu nie da. Oni będą, jak zwykle, służyć temu, kto wygra. Jeśli - w tym alternatywnym scenariuszu - Miedwiediew sprzymierzy się z generałem Czerkiesowem nawołującym dziś do ukrócenia
korupcji w resortach siłowych, to następnego dnia Pawłowski i Markow będą mówić o przestępczym reżimie Putina, o tym, jak walczyli wewnątrz tego reżimu, żeby złagodzić jego brutalny
charakter i antycypować te wszystkie przemiany, które nadeszły wraz z prezydenturą Miedwiediewa. Pawłowski i Markow, którzy głosili, że trzeba skończyć z przeklętym dziedzictwem lat 90., kiedy kraj okradali oligarchowie Borys Bieriezowski i Władimir Gusinski, i z przeklętym
dziedzictwem początku XXI wieku, kiedy zamiast autentycznej walki z oligarchami Putin wymienił ich na bliskich mu Abramowicza, Michaiła Kowalczuka czy Leonida Rejmana, oznajmią, że wreszcie kraj
pozbył się i jednych, i drugich, a do władzy doszli prawdziwi państwowcy. Obwieścić to społeczeństwu za pośrednictwem telewizji nie jest żadnym problemem. Naród wszystko przyjmie. Miedwiediew potrząśnie Jedną Rosją. Wówczas okaże się, że od dawna funkcjonuje w niej jakieś liberalne skrzydło. Nieuchronna stanie się liberalizacja życia politycznego. Partie
opozycyjne - Jabłoko, Sojusz Sił Prawicowych - otrzymają jakąś możliwość działalności. Wrócilibyśmy do modelu końca lat 90. SSP poparłby Miedwiediewa, a Anatolij Czubajs jako jeden z
przywódców tego ugrupowania powiedziałby, że to jest to, o co ono walczyło zawsze. Kiedy złodziejstwo władzy będzie znane całemu społeczeństwu, zmiany zostaną przyjęte bez politycznego
ryzyka, z takim samym powszechnym entuzjazmem, jak na początku odwilż i pieriestrojka. Kłopotów z narodem Miedwiediew mieć nie będzie. Pozostanie mu natomiast sprzątnięcie grupy Putina, a to
nie są przecież jacyś naiwni ludzie. Reasumując te rozważania nad bardzo mało prawdopodobnym scenariuszem zmian, będzie on mógł się ziścić tylko pod warunkiem, że zawiąże się
popierający Miedwiediewa spisek, którego uczestnicy aresztują generała Sieczyna, a może nawet i samego Putina. Byłby to jednak dość dramatyczny rozwój sytuacji. Chociaż i po śmierci
Stalina, i w latach 80. też nie spodziewano się zmian, jakie później nadeszły. Rosja nie znajduje się tematycznie w centrum amerykańskiej kampanii wyborczej. W stosunkach rosyjsko-amerykańskich istnieje potężna asymetria psychologiczna. Dla Kremla USA to wróg
numer jeden, z którym Rosja ciągle wojuje. A Amerykanie mają masę innych poważnych problemów: Irak, Afganistan, Bliski Wschód, potem Chiny, i gdzieś tam daleko na dwudziestym miejscu pojawia
się Rosja. Polityka zagraniczna Kremla to jakieś pomieszanie megalomanii z kompleksem niższości. Nie przywiązywałbym do takich deklaracji większej wagi. Angela Merkel w trakcie ostatniej kampanii wyborczej do Bundestagu też wypowiadała się krytycznie i o Putinie, i o
ograniczeniach swobód w Rosji. A gdy została kanclerzem Niemiec, nadal realizowała wszystkie umowy na dostawy gazu rosyjskiego, które Putin zawarł z jej poprzednikiem Gerhardem Schröderem.
Zachodu nie interesuje rosyjska demokracja, tylko stabilność dostaw rosyjskiego gazu. W ogóle problemy międzynarodowe są obecnie w Rosji czymś drugorzędnym. Putin w swej nienawiści do Zachodu
zwariował, ale żadnych radykalnych posunięć ani on, ani Jedna Rosja nie zrobią. Cała retoryka antyzachodnia obliczona jest wyłącznie na użytek wewnętrzny. Bo Putinowi potrzebny jest obraz
zewnętrznego wroga w świadomości społeczeństwa rosyjskiego - żeby nikt nie zadawał pytań o kradzione przez niego miliardy dolarów. Na eksporcie ropy i gazu bogaci się bowiem wyłącznie
elita kremlowska. Taki kryminalny kapitalizm państwowy nie pozwala jednak przejść do społeczeństwa postindustrialnego, zamyka przed Rosją przyszłość. McCain miał rację, stwierdzając, że
USA zupełnie nie boją się Moskwy i jej zamiarów rozpoczęcia nowej zimnej wojny, bo Rosja jest bardzo słaba. Polsce, krajom bałtyckim, Gruzji Putin rzeczywiście może jeszcze narobić wiele kłopotów, ale jeśli chodzi o zagrożenia związane z dostawami gazu, należy się zwracać do
sojuszników z NATO i UE, m.in. do Niemiec. To ich kanclerz podpisał z Putinem umowę na dostawy gazu przez rurociąg idący po dnie Morza Bałtyckiego i omijający terytorium Polski. Nie dostrzegam
tu żadnej solidarności atlantyckiej. Teraz, po ogłoszeniu niepodległości Kosowa, można się spodziewać, że Putin będzie chciał narobić Gruzji jakichś kłopotów z Abchazją. Ale
sojusznicy zachodni mogliby obronić kraje dawnego bloku wschodniego w bardzo prosty sposób. Do tego niepotrzebne są żadne rakiety czy radary. Wystarczy tylko pozamykać konta bankowe ludzi z
najbliższego otoczenia Putina i zarazem jego sponsorów: Abramowicza w Wielkiej Brytanii czy Giennadija Timczenki w Szwajcarii. Zapewniam pana, że taki cios wybiłby Putinowi z głowy raz na zawsze
myśli o szantażu gazowym. Przecież w krajach zachodnich istnieją ustawy zwalczające pranie brudnych pieniędzy, walczące z korupcją. Przy określonej dobrej woli politycznej można byłoby te
ustawy zastosować. Jakie NATO? To nieszczęsna organizacja, która resztkami sił walczy w Afganistanie, broniąc południowych granic Rosji. Elita rosyjska, pragnąc katastrofy NATO, chce w takim razie
tego, by islamski ekstremizm rozlał się po całej Azji Środkowej. To już jest kompletna bezmyślność. A nawet postawa samobójcza.
p