Pojmany po cichu i sądzony po cichu. Wbrew prawu, wbrew obyczajom. Według Talmudu bowiem sprawy karne nie mogły toczyć się nocą, a wyrok śmierci nie mógł zapadaść tego samego dnia.

Piątek, ok. 2.00 w nocy. W ogrodzie Getsemani, na zachodnim stoku Góry Oliwnej, straż świątynna i żołnierze rzymscy otaczają Mesjasza. To Judasz z Kariotu za trzydzieści srebrników wydał swego Nauczyciela. Za cenę równą wtedy wartości niewolnika lub trzydziestu dni pracy zaprzedał duszę szatanowi.

Reklama

Godzinę później oskarżony staje przed obliczem Annasza, teścia arcykapłana Kajfasza, przewodniczącego Sanhedrynowi. Rozpoczyna się przesłuchanie. Sługa rozwścieczonego Annasza uderza Jezusa. W odpowiedzi padają słowa: : "Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?..." (J 18, 22-23).

Jest 5.00 rano. Jezus związany powrozami trafia do Kajfasza i członków Sanhedrynu. Dziwne, bezsensowne przesłuchanie u Annasza nic nie dało. Ale wszak nie o sens tu chodzi. Arcykapłani chcą za wszelką cenę znaleźć pretekst do wydania wyroku!

Bezbożnik i bluźnierca – takie piętno Sanhedryn szykuje dla Jezusa. Dlatego fałszywi świadkowie przekonują, że o świętej budowli wzniesionej przez Heroda Wielkiego powiedział: "Mogę zburzyć świątynię Bożą i w ciągu trzech dni ją odbudować". Już same słowa o zburzeniu były wtedy przestępstwem! Ale inni świadkowie mówią co innego. Mistrz z Nazaretu wobec oszczerstw milczy.

Arcykapłan Kajfasz nie zamierza rezygnować. Nagle zmienia oskarżenie. Zrywa się i pyta: "Poprzysięgam Cię na Boga żywego, powiedz nam: Czy Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży?" (Mt 26, 63b). Chce wymusić na Jezusie odpowiedź równoznaczną z wyrokiem śmierci! Wie, że wobec świętej przysięgi, zobowiązania, jakie nałożył na oskarżonego, usłyszy wreszcie te słowa.

I słyszy. Jezus potwierdza, a na koniec rzecze: "Odtąd ujrzycie Syna Człowieczego siedzącego po prawicy Wszechmocnego i nadchodzącego na obłokach niebieskich!" (Mt 26, 64). Podnoszą się okrzyki: "Bluźnierstwo! Jest winien śmierci!". Zapada najcięższy wyrok. Jednak nie można go wykonać bez zatwierdzenia przez prefekta Judei. O 6.00 rano Jezus z Galilei staje przed nim...

Reklama

Poncjusz Piłat umywa ręce

W twierdzy Antonia u namiestnika Rzymu sanhedryńscy sędziowie stają się oskarżycielami. Wiedzą, że teraz ważniejszy jest inny zarzut, bo Piłatowi bluźnierstwo wobec ich wiary nie wystarcza. Prefekt wychodzi przed pretorium i pyta tych, którzy przywiedli Jezusa: "Jaką skargę wnosicie przeciwko temu człowiekowi?" (J 18,29). W odpowiedzi słyszy od członków Sanhedrynu: "Gdyby to nie był złoczyńca, nie wydalibyśmy Go tobie" (J 18, 30).

Poncjusz Piłat nie wie, jak postąpić. Wreszcie stawia więc Jezusowi pytanie, które ma dowieść politycznej winy: "Czy Ty jesteś Królem Żydowskim?" (J 18, 33). Odpowiedź "tak" będzie oznaczała zagrożenie dla rzymskiego imperium, bo jest człowiek, który nagle uznał samego siebie za władcę Judei! I staje się winien politycznego zamachu!

Ale słowa Mesjasza wydają się Piłatowi dziwne i niezrozumiałe: "Królestwo moje nie jest z tego świata.[...] Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie" (J 18, 36-37). Bezradny odsyła oskarżonego do Heroda Antypasa, tetrachy Galilei, który akurat przybył do Jerozolimy. Wszak Jezus jest Galilejczykiem – decyduje prefekt.

Herod, jako że dużo słyszał o Jezusie, spodziewa się cudów sprawionych jego ręką. Nie rozumie, że stoi przed nim Syn Boży, który nie dla widowiska owe cuda czyni. Wtedy tetracha wzgardza Mesjaszem. Chce go poniżyć – ubiera na pośmiewisko w lśniący płaszcz, po czym odsyła do prefekta. Ten z kolei w swej desperacji postanawia zdać się na wolę publiki. Wychodzi do tłumu i rzecze: "Którego chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza czy Jezusa, zwanego Mesjaszem?" (Mt 27, 17). A uwolnić jednego z nich może. Z okazji święta.

Na to podburzony tłum krzyczy: "Strać Tego, a uwolnij nam Barabasza! [...] Ukrzyżuj, ukrzyżuj Go! (Łk 23, 18-21). Stało się! Wybija jedenasta. Piłat publicznie obmywa ręce na dowód, że zrzeka się odpowiedzialności za ten straszliwy werdykt. Wypowiada znamienne słowa: "Nie winienem ja krwi tego Sprawiedliwego. To wasza rzecz" (Mt 27, 24). Namiestnik Judei wypuszcza Barabasza oskarżonego o morderstwo, a Syna Bożego wydaje na ukrzyżowanie. Jezus bity i opluwany w koronie cierniowej, dźwigając krzyż, idzie ku Golgocie...