– mówi Paweł G. Poszedł do sądu i tę sprawę również wygrał. Teraz to on zapowiada, że wraca na drogę sądową, tym razem ze Skarbem Państwa.
Paweł G. był inżynierem mechanikiem. W 1984 r. zaczął służbę w MO w wydziale transportu. Dwa lata później kolega spytał, czy nie wolałby przejść pod MSW. Zgodził się z zastrzeżeniem, że zależy mu na pracy technicznej, nie operacyjnej. opowiada. Odmówił, bo nie na to się pisał. I tego samego dnia sporządził raport, że wycofuje poprzedni, mówiący o przyjęciu do służby. Wrócił do starej jednostki, o sprawie zapomniał.
Potem, po 1990 r., był m.in. naczelnikiem wydziału transportu w UOP i dyrektorem biura administracyjno-gospodarczego w ABW. Ostatecznie na emeryturę przeszedł w 2006 r. wspomina. Przekonuje, że gdyby faktycznie tak było, nie wniósłby sprawy do sądu, nawet o te kilka dni. Ale przecież odmówił służby, nie przepracował tam nawet dnia. Decyzja o obniżeniu świadczenia nie była poparta faktami. Poszedł do sądu i po 5 latach sprawę wygrał w II instancji.
Sąd apelacyjny w 2014 r. w uzasadnieniu wyroku podkreślił, że „z treści przytoczonych raportów wynika jednoznacznie, że ubezpieczony w ogóle nie podjął służby w Departamencie I MSW, albowiem złożył oficjalny raport o wycofaniu swojego akcesu (…). Rezygnacja została wprawdzie dopiero przyjęta 18 sierpnia 1986 r., jednak akta osobowe wnioskodawcy w żaden sposób nie potwierdzają, jakoby przez te kilka dni faktycznie podjął służbę”.
CZYTAJ WIĘCEJ W INTERNETOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>