Ambitne, ryzykowne i potencjalnie bardzo zyskowne – tak Komisja Europejska opisuje badania, na które przyznawane są od 2005 r. granty z European Resarch Council (ERC). Do tej pory dostało je ponad 4,8 tys. projektów naukowych. Z Polski było ich zaledwie 14. I niestety po tegorocznym rozdaniu, którego wyniki ogłoszono w poniedziałek, wcale nie mamy powodów do radości. Wsparcie od Unii dostali młodzi naukowcy reprezentujący 38 narodowości ze 180 różnych europejskich instytutów badawczych. Wśród nich znaleźli się też przedstawiciele krajów położonych poza granicami Europy, którzy swoje badania prowadzą na naszym kontynencie. Najwięcej grantów dostali Niemcy (70), Brytyjczycy (55) i Francuzi (43). Do polskich instytucji naukowych nie trafi ani jedno euro.

Bo choć w gronie docenionych naukowców znalazło się trzech Polaków, to wszyscy prowadzą prace naukowe za granicą. Doktor Błażej Grabowski, pracujący w Instytucie Maxa Planka w Dusseldorfie, dostał dofinansowanie na badania nad symulacjami dynamiki molekularnej. Doktor Magdalena Kowalska, pracująca w Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych w Genewie, czyli CERN, w którym działa słynny Wielki Zderzacz Hadronów, dostała grant na badania nad techniką NMR (czyli jądrowego rezonansu magnetycznego) i zastosowaniem jej do badania oddziaływania jonów metali (np. magnezu, cynku lub miedzi) z cząstkami biologicznymi (proteinami, DNA czy RNA). Dzięki temu możliwe będzie rozwinięcie nowej metody w chemii i biologii, co ma pomóc w zrozumieniu roli metali w organizmach żywych, w tym ludzkich. Trzecim naukowcem jest dr Dorota Mokrosińka, badająca na Free University of Amsterdam rolę tajemnic i sekretów w funkcjonowaniu demokratycznego państwa. Czyli jak widać, także nauki humanistyczne i społeczne mają szansę na to dofinansowanie.

Polscy naukowcy pozostają na szarym końcu unijnych badań. Nie dość, że od początku programu trafiło do nas ledwie 0,3 proc. z wszystkich grantów, to dodatkowo mamy bardzo niski stopień skuteczności w staraniu się o nie. Średnio co dziesiąty z projektów pochodzących ze wszystkich krajów uzyskuje wsparcie. Polscy naukowcy przez wszystkie lata zgłosili łącznie ponad 700 wniosków, co oznacza, że dofinansowanie zdobyło zaledwie 2 proc. z nich.

Liczy się pokazanie swojego dorobku i potencjału. Gdy spełni się to kryterium, komisja patrzy na projekt – czy jest oryginalny, czy jest przemyślany i jakie ma szanse na sukces oraz czy nikt inny nie przeprowadzi go nawet bez pieniędzy z ERC – opowiada nam dr Kowalska z CERN. – Można przypuszczać, że Polacy nie dostają tych grantów, bo ich CV nie wyglądają tak dobrze, jak naukowców z innych państw – mówi i dodaje, że sam dobry pomysł nie wystarczy. Trzeba mieć dużo wartościowych publikacji i prestiżowych współpracowników. A z tym, jak pisaliśmy wczoraj na podstawie badań prof. Marka Kwieka z UAM, jest w polskiej nauce słabo. Niestety nasi naukowcy odbiegają od swoich unijnych kolegów nie tylko częstotliwością publikacji naukowych, ale także znacznie mniejszym zaangażowaniem w międzynarodowe badania.

Na pewno nie jest tak, że sam poziom polskiej nauki jest za słaby na te granty. Nie do uwierzenia jest przecież, by wśród blisko 65 tys. polskich naukowców nie było stu, którzy mogliby o takie granty wystąpić i je zdobyć – uważa dr Wiesław Studencki, koordynator w Krajowym Punkcie Kontaktowym Programów Badawczych UE. Jego zdaniem przyczynami tej klęski jest niewielka liczba wniosków – zwłaszcza dobrych wniosków – składanych przez Polaków oraz zachowawczość środowiska naukowego. – Tu nie ma jednego prostego wytłumaczenia. Mamy i historyczne powody, jak choćby to, iż niegdyś mało doktorantów wyjeżdżało na zagraniczne staże, a więc dziś mają oni słabe kontakty międzynarodowe. Nakładają się na to problemy współczesne. Podstawowym jest brak wsparcia dla naukowców ze strony uczelni – opowiada i podaje przykład Cambridge University, który w sumie zdobył 132 granty, ale ma cały sztab ludzi odpowiedzialnych za staranie się o nie. – Wyszukujących takie badania, które mają szanse na grant, wspierających naukowców, pomagających im w pisaniu wniosków. I takie zespoły świetnie wykształconych, władających językami menedżerów też są potrzebne w polskich jednostkach naukowych – tłumaczy dr Studencki. Jego zdaniem konieczna jest zmiana systemu oceny instytucji naukowych oraz wprowadzenie takich zachęt dla instytutów i uczelni, by dostrzegły interes – zarówno naukowy, jak i finansowy – w realizowaniu najbardziej prestiżowych grantów międzynarodowych, takich jak ERC. – Obecnie łatwiej jest starać się o publikacje i granty krajowe, więc niestety większość uczelni nie widzi powodów, by walczyć za granicą. Nawet jeżeli są do zdobycia spore pieniądze, bo przecież każdy grant z ERC jest rzędu 1,5–2 mln euro, z czego 25 proc. to ryczałt pozostający w uczelni macierzystej naukowca. Skoro takie argumenty nie wystarczają, to konieczne są nowe mechanizmy wsparcia uczelni – uważa ekspert.

Od 2005 r. ERC wsparło 4,8 tys. projektów. W tym tylko 14 znad Wisły

7,93 mld euro wyniosła łącznie od 2007 r. wartość grantów przyznanych przez ERC

21,7 mln euro czyli 0,27 proc. całej sumy trafiło do naukowców z polskich uczelni

328 grantów przyznano w tym roku. W tym 124 dla badań z dziedzin biologiczno-przyrodniczych, 143 na badania z dziedzin ścisłych i 61 – społecznych i humanistycznych