Dziennik.plOpinie

Poniedziałek, 13 lutego 2012

Imieniny: Grzegorza, Katarzyny, Kastora

"Ile państwa w rodzinie"

2010-03-03 | Ostatnia aktualizacja: 21:47 | Komentarze: 0 | skomentuj

Zapewne dzieci, które czasem, gdy stają się okrutne i agresywne, dostają od rodziców kuksańca, nie będą ich doprowadzać do ostateczności groźbami zadenuncjowania na policji (chociaż, kto wie...), a bite żony nie będą śród łez przywoływać artykułów ustawy, niemniej jednak samo zaciążenie nad zwykłym życiem domowym aury występku stanie się czymś degradującym i poniżającym. W państwie policyjnym, gdzie w życie prywatne wkroczyć może, w roli mentora i autorytetu, funkcjonariusz publiczny, wszyscy żyją z podłym uczuciem, że w każdej chwili mogą stać się nikim, zerem zgiętym wpół w obliczu interweniującego „pana władzy”, jak to w PRL przymilnie i tchórzliwie zwracano się do policji. Czy chcemy tego?

Guzik z majestatu

Oczywiście, aż tak źle nie będzie. Przecież nie zmienimy się z dnia na dzień – dojmującym rysem funkcjonowania represyjnych zapisów nowelizowanej ustawy będzie ich martwota, czyli ignorowanie przez społeczeństwo. Jednak każda kolejna porcja martwego prawa to kolejny obdarty guzik z majestatu państwa, kolejny przyczynek do utraty autorytetu przez władze publiczne. Co gorsza, takie martwe prawo czasami potrafi się ocknąć. Ni z tego, ni z owego, nieczynne, nieskuteczne przepisy, nagle mogą zostać nader gorliwie zastosowane, i to niekoniecznie w przypadkach, z powodu których zostały wprowadzone, lecz zupełnie przypadkowo, w odniesieniu do niewinnych osób. Proszę sobie wyobrazić, że gdzieś, na ulicy, dwunastoletni syn powie do ojca, człowieka dobrego i łagodnego, „jesteś żałosny – żałuję, że mam takiego ojca”, a ten zamiast powiedzieć, jak to zalecają państwo od doradztwa wychowawczego, czegoś w rodzaju „sprawiłeś mi ból – tak się nie mówi do ojca”, zapomni o ustawie i po prostu uderzy swego syna. No i (fantazjujemy dalej), jakiś inny pan, który był świadkiem sceny, spełni swój obywatelski obowiązek i zadzwoni na policję. Przyjeżdża służbista, spisuje protokół i uruchamia koszmarny ciąg zdarzeń, w którym nieszczęsny ojciec stanie się wyrzutkiem. Nie twierdzę, że tak będzie często, ale prawie na pewno coś podobnego się zdarzy. Świadomość ta oznacza poniżającą presję. Odczuwać ją będą przyzwoici ludzie, którzy czasem kłócą się ze swoimi współmałżonkami i dziećmi, czemu okazjonalnie towarzyszy jakiś gwałtowny ruch czy uderzenie. Nie będą jej zaś odczuwać dranie, katujący dzień w dzień swoje żony i dzieci, znęcający się na rodzinie z zimną krwią. Na złych ludziach nowa ustawa nie zrobi żadnego wrażenia – zwykłym i dobrym ludziom wyrządzi zaś moralną krzywdę, stawiając ich w pozycji wiecznych winowajców, skazując na wyrzuty sumienia i poniżające sytuacje. Źli otrzymają wymarzony temat do donosów, a dobrzy będą cierpieć wstyd, że gdy poddając się uczuciu krzywdy i poniżenia – częściej wyzwalającemu akty przemocy niż nienawiść i furia – to nie dość, że stracili panowanie nad sobą, lecz w dodatku złamali prawo.

Autor jest filozofem, etykiem, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego

Jan Hartman
Źródło: Dziennik.pl
« poprzednia12
Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl