Dowiadujemy się, że Schetyna źle sypia w hotelu sejmowym, dlatego woli powrót do Wrocławia i odprężające spacery z Piranią. Niby nic - artykuł, jakich wiele, ale ten odbił się szerokim echem w świecie politycznym. - Grzegorz się promuje - szepce się w Sejmie.

Bo "Viva!" to przecież magazyn o świecie gwiazd, który większość miejsca na swoich łamach poświęca rodzimym i zagranicznym celebrytom show-biznesu - czczonym przez publikę bohaterom wyobraźni i świadomości masowych tłumów. Znanym głównie z seriali telewizyjnych, gwiazdom estrady, dziennikarzom, sportowcom, prezenterom telewizyjnym, po prostu - ludziom sukcesu.

Między nimi jednak przez ostatnie lata przewinęło się również nieco polityków, którzy w rozmowach z gazetą odsłaniali kulisy życia rodzinnego i osobistego, pokazując własne domy, dzieci, żony, mężów, psy, koty, kominki, kuchnie i półki z książkami. "Viva!" fotografowała ten świat, starannie dobierając bohaterów swoich opowieści. Byli to zazwyczaj ludzie związani z lewicą czy Unią Wolności, choć oczywiście nie stanowiło to żelaznej reguły. Ludzie, których portretuje, najczęściej znajdują się u szczytu karier i popularności. Jednak polityczne przetasowania i burze odbijały piętno w obrazach, które pokazywał magazyn.

Postkomunistyczna bajka o cukierkowym świecie

Czas, kiedy "Viva!" po raz pierwszy trafiła do kiosków, to epoka, w której rządzi SLD, Unia Wolności jest jedną z najistotniejszych sił na scenie politycznej, wyroki "Gazety Wyborczej" i jej naczelnego odczuwa na własnej skórze każdy, na kogo zostały wydane, a na fotelu prezydenta siedzi Aleksander Kwaśniewski. On i jego małżonka okazali się być wręcz wzorcowym przykładem ludzi sukcesu z tamtych lat, świetnie czujących się na salonach władzy, wśród ludzi biznesu, możnych tego świata, gwiazd filmu czy estrady.

Kwaśniewscy jako bohaterowie opowieści "Vivy!" to arystokraci z awansu społecznego, dosyć plastikowi, kiczowaci i nadmuchani, ale świetnie się sprzedający. Dobry garnitur czy frak na Kwaśniewskim leżał lepiej niż np. na Andrzeju Lepperze. Małżeństwo Kwaśniewskich jako prezydencka para dwukrotnie trafiało na okładkę magazynu. Jolanta odgrywała rolę spełnionej kobiety sukcesu, czującej się w wielkim świecie jak ryba w wodzie, która z małego mieszkania w Wilanowie przeniosła się do prezydenckich apartamentów przy Krakowskim Przedmieściu. Oprowadzając po nich czytelników, podkreślała, że o każdy zakątek "dbała jak o własny dom", a Sali Białej używała "do spotkań z najbardziej znanymi gośćmi", np. ... Enrique Iglesiasem. Jeanem Michelem Jarre’em, Sophią Loren.

Lech Wałęsa występował w "Vivie!" już jako prezydent były. Na zdjęciach nie pokazywał zakątków Belwederu, a najwyżej skutki diety cud, którą przeszedł. Odpowiadając na pytanie o przyjaźń, wyznawał, że w nią nie wierzy, a zażyłość z Mieczysławem Wachowskim była zgodnie z wałęsowską arytmetyką w "20 proc. przyjaźnią, 80 proc. koniecznością". Dlaczego koniecznością, o to gazeta niestety nie pytała.

O niektórych można było się na pewno czegoś dowiedzieć. Marek Borowski, którego ponurackiego wizerunku nie udało się przełamać nawet w wyreżyserowanej historii gazetowej, deklarował credo postkomunistycznego oportunizmu, że należy "być wiernym w sprawach małych, a w ogólnych zachowywać większą elastyczność". Rzecznik rządu Jerzego Buzka Krzysztof Luft ujawniał, że po pierwszym dniu pełnienia tej funkcji "czuł się pogrążony w chaosie". Dziś możemy założyć, że podobnie było i ostatniego dnia jego działalności. Gromosław Czempiński, pracując w służbach, stracił radość życia, a ówczesny prezydent Warszawy Paweł Piskorski, "warszawski number one", deklarował - co może wielu rozśmieszyć - iż jego życiowe credo brzmi: "cokolwiek robisz, rób uczciwie". Nikt by też pewnie nie uwierzył, że Marek Siwiec, szef BBN u Kwaśniewskiego, był "w młodości kujonem", który potem przez lata życia w socjalizmie "nie miał poczucia, że jest coś nie w porządku".

Kończąc swoją kadencję na fotelu prezesa NBP, Hanna Gronkiewicz-Waltz pokazywała się na zdjęciach z mężem, z córką w duecie przy pianinie i w kuchni - obierając zgrabnie jabłuszko. Manifestowała religijną żarliwość - by nabrać sił, raz do roku zamyka się w klasztornej celi w Częstochowie. Częsty gość "Vivy!" Małgorzata Niezabitowska starała się odpowiedzieć na pytanie, "jak należy żyć, aby być naprawdę w zgodzie z samym sobą?".

W "Vivie!" odnajdujemy również Adama Michnika u szczytu jego potęgi. "Takiej gazety jak <Wyborcza> nie ma na świecie. Taka jest jedna (...)" - szczycił się jej szef, który nie przyjął przypadającej mu puli akcji Agory i komentował to jako sygnał, że "jest nie do kupienia". Może przeciwieństwem tego obrazu jest generał Jaruzelski, dla którego rozmowa z magazynem to okazja to spowiedzi człowieka pogrążonego w depresji? "Straciłem radość życia, jestem ponurakiem" - mówił generał, postawiony przed sądem za masakrę robotniczych protestów w grudniu 1970 r.

Gwiazdy ery Buzka

Kiedy AWS znajduje się u władzy, sympatyczny premier z Gliwic i jego rodzina stają się idealnym materiałem do magazynowych opowieści. Na pytanie, "czy twój chłopak w jakiś sposób jest podobny do taty?", Agata Buzek odpowiadała z rozbrajającą szczerością: "(...) też lubi się bawić, jest wesoły. Chętnie rozmawia z ludźmi i nie jest konfliktowy. Tak jak mój tata wierzy, że każdy problem można jakoś rozwiązać". Charakterystyka okazała się być prorocza, bo premier Buzek do rozwiązywania kolejnych problemów powołuje komisję za komisją, a drzwi jego gabinetu czasem się nie zamykają. Przez następne lata gazeta będzie się bardzo uważnie przyglądać perypetiom rodzinnym Buzków, a w szczególności pani Ludgardy, która przewinie się przez pismo aż cztery razy. Na koniec oskarży politykę o to, że zabrała jej męża.

- Na politykę patrzę z dystansem, głównie dzięki mnichom z zakonu pustelniczego. Okazją do tak szczerych wyznań jest kariera Wiesława Walendziaka, wtedy niezwykle wpływowego szefa URM. Zdjęcia z żoną, dziećmi, przy kominku stały się z biegiem lat prawdziwymi i ulotnymi znakami czasu.

Swój prywatny świat odkrywał również Janusz Onyszkiewicz - wtedy polityk UW i szef MON - oraz premier Hanna Suchocka. Ta ostatnia, pudrując nosek na fotografii, odsłoniła nieco kulisy swojego staropanieństwa z wyboru. "Sypiam wspaniale. Przyłożę się do poduszki i natychmiast śpię" - przekonywała minister sprawiedliwości w rządzie Buzka.

W pewnym momencie w "Vivie!" pojawia się też Jacek Dębski, pierwszy, który próbował złamać kark układom w PZPN. Opowiada o swojej pasji do futbolu i o tym, jak był szalikowcem ŁKS.

- Co daje panu żona? - zapytała dziennikarka magazynu.

- Poczucie pewności, że nie zostanę zdradzony - odparł Dębski. Rok później zostanie zamordowany przez zdradę obcej kobiety, której zaufał. Choć jak sam przyznawał, "każdy z nas, jest próżny i odrobinę infantylny".

Epoka Kwaśniewskich

Rok 2000 to rok wyborów prezydenckich. Choć od samego początku chyba nikt nie miał szans prześcignąć Kwaśniewskiego, gazeta odnotowała również tych kilka postaci, które stanęły z nim do walki o prezydenturę. Główną z nich był Andrzej Olechowski, dzisiaj już zapomniany, ale wtedy wielka, niespełniona nadzieja - po prostu "najwyższy kandydat na najwyższy urząd w państwie". Nie dostrzegamy jednak w jego wcieleniu na użytek "Vivy!" charyzmatycznego polityka, ale lubiącego dobre wina i whisky leniucha lubiącego poczytać wieczorami gazety na wygodnej sofie. Jego przeciwieństwem starał się być Wałęsa. "Zawsze muszę być nr 1" - deklarował na łamach pisma. Jednak wybory okażą się dla niego kompletną klapą, a więcej głosów zbiorą polityczni maruderzy, jak Janusz Korwin-Mikke. Także fatalnego wizerunku Mariana Krzaklewskiego nie jest w stanie odmienić nawet rozmowa w "Vivie!" z jego sympatyczną żoną Marylą.

Natomiast faworyt do najważniejszego stanowiska w państwie zastanawiał się, co można robić po skończeniu kadencji. Widział się w roli "moderatora życia politycznego, nie tylko w swoim kraju", gdyż "są potrzebni polityczni negocjatorzy w Jugosławii, Bośni, na Cyprze i w Izraelu". "To dobre wiadomości dla byłych" - puentuje "Viva!", ale nie przewiduje "filipińskiej choroby" Kwaśniewskiego, która go z tych zaszczytnych ról wyeliminuje.

Wyniki prezydenckiej elekcji roku 2000 to narodziny Platformy Obywatelskiej. "Viva!" natychmiast dokumentuje wizerunek Donalda Tuska szczerą rozmową o sejmowym życiu:

- Nie groziła np. panu choroba alkoholowa?

- Była taka groźba. Dużo się tu pije. Tutaj, na Wiejskiej, to jest problem wielu ludzi (...) Rozejrzałem się i uznałem, że na pewno jestem w grupie zagrożonej - szczerze wyznał ówczesny wicemarszałek sejmu.

Tymczasem epoka Kwaśniewskiego będzie trwała jeszcze 5 lat. Jednym z jej symboli jest Ryszard Kalisz. Wtedy prezydencki minister, którego starokawalerstwo przerwało małżeństwo z Anną. Ta o życiu ze swoim wybrankiem opowiada jednak tak, jakby relacjonowała dobrze płatne, ale mało interesujące obowiązki zawodowe. Dowiadujemy się, jak "Ryszard wraca w nocy z pracy i chodzi na paluszkach, kiedy ona śni i marzy".

- Jak się przytula takiego dużego mężczyznę? - pyta gazeta.

- Wspaniale, ciepło i bezpiecznie. Przeczekuję moment schodzenia z myśli i wtedy jest już cały mój - zwierza się Anna.

Millera poznaliśmy po tym, jak jak skończył

Już w 2000 r. Leszek Miller zgodził na odkrycie części własnej prywatności na łamach "Vivy!". Wtedy nic nie zapowiadało jego klęski, choć trzeźwo zaznaczał, że być może czeka go większa niż ta, którą boleśnie odczuł w czerwcu 1989 r. Opowiadając o swoim synu, nie krył, że odradza mu bycie politykiem. "Sam mu odradzałem, zajmij się biznesem, przynajmniej będziesz coś z tego miał". Jak wiemy, syn posłuchał ojca, a o jego sukcesach pisały gazety i opowiadał o nich Józef Oleksy przy zakrapianych wódeczką pogawędkach z Aleksandrem Gudzowatym.

Na Boże Narodzenie 2001 r. czytelnicy "Vivy!" dostali chyba najbardziej przerysowaną i kiczowatą w swojej wymowie historyjkę. Jolanta i Aleksander Kwaśniewscy niczym para królewska witają nas z okładki magazynu. "Jej życie jest jak bajka", w której raz spotyka się z Janem Pawłem II i szlocha przez godzinę po zakończeniu audiencji, a innym razem z Michaelem Jacksonem, którego pokancerowana operacjami plastycznymi twarz wywołuje jej zatroskanie i współczucie. "Jest biednym człowiekiem" - ubolewa Kwaśniewska. Tymczasem za dwa tygodnie swoją sesję i stosowne rodzinne story zaliczają Aleksandra i Marek Dochnalowie, którzy jak gdyby nigdy nic "robią swoje, a pieniądze to tylko pochodna ich pracy". Egzotyczne podróże, ekskluzywne samochody, wspaniały dom to wynik pracy "filozofa inwestującego pieniądze". Cóż może przerwać ich dobrą passę? Może giełdowa bessa, recesja albo...?

Już od początku 2003 r., a więc od ujawnienia afery Rywina, wypadki, które wstrząsają życiem politycznym, mają wpływ na to, którzy spośród polityków trafiają na jego łamy. Na początek "ekskluzywny magazyn o życiu gwiazd" serwuje czysty polityczny wywiad z Adamem Michnikiem, który przedstawia własną wersję spotkania z Rywinem. Magazyn zapewnia, że naczelny "Gazety" to "człowiek, który może się mylić, ale... któremu można wierzyć". Po Michniku w "Vivie!" przewijają się lekko przerażeni Millerowie, Piotr Niemczycki, który dopiero "od afery z ustawą o KRRiT zaczął wierzyć, że demokracja może się przerodzić w fikcję i powstanie państwa oligarchicznego", oraz zleżały przez... półtora roku wywiad z szefem TVP Robertem Kwiatkowskim. Czytelnicy mają się z niego dowiedzieć, w jaki sposób kreował swój wizerunek, zanim wybuchła afera. Po nim zaś "wszystko co chcecie wiedzieć, a boicie się zapytać" o Lwie Rywinie, a więc tekst, z którego wynikać ma, że choć to człowiek sukcesu, to jednak typ z lekka podejrzany. Anonimowi rozmówcy donoszą "Vivie!", że "Rywin poczuł się mocny, a że w jego firmie działo się źle, potrzebował gotówki na skończenie rezydencji w Konstancinie, to stracił instynkt samozachowawczy".

Tylko Jan Rokita, nowa gwiazda komisji śledczej do spraw zbadania afery, ujmuje szczerością, gdy mówi, że "Michnik jąka się, kiedy chce się jąkać". Jerzy Urban natomiast po druzgocących dla SLD i Millera występach przed śledczymi, chyba w nagrodę, dostaje historyjkę o sobie i córce. W końcu krótko, ale znów jest na fali.

Czas Kwaśniewskich i SLD dobiega więc nieubłaganie końca. W końcówce kadencji para prezydencka odlatuje w najodleglejsze gwiazdozbiory, co dokumentuje królewska wizyta u Juana Carlosa w Madrycie. Razi brak proporcji i dystansu. Jak donosi pismo, studentka Ola Kwaśniewska poznaje tam księcia Filipa, wtedy "jedną z najlepszych partii w Europie". Jolanta chwali się też zdjęciami, które robił jej Douglas Kirkland - "fotograf wielkich holywoodzkich gwiazd". Kosmiczna podróż dobiega jednak końca, a wybory 2005 r. sprowadzają Kwaśniewskich na Ziemię, na której pozostają do dzisiaj.

Świat po katastrofie?

Wybory parlamentarne i prezydenckie 2005 r. kompletnie zmieniają scenę polityczną. Nic nie jest już takie jak przedtem. Również "Viva!", w której polityków znajdujemy od tego momentu jak na lekarstwo. Z pismem rozmawia m.in. Maria Kaczyńska, która ujawnia się jako kobieta z klasą, skromniejsza od poprzedniczki i o zupełnie innych aspiracjach. Jednak echa minionej epoki powracają. Boże Narodzenie 2005 to kolejne święta z Kwaśniewską, która opowiada o nowym życiu i "uczy się być osobą prywatną". Nie jest w tym jednak przekonująca, tym bardziej że Dochnal siedzi w areszcie i gdyby mogła cofnąć czas, "na pewno nie spotkałaby się z kilkoma osobami". Kilka miesięcy potem głos zabiera były prezydent. Mimo wcześniejszych zapowiedzi nie stał się potrzebnym światu "mediatorem politycznym". Pociąga go chyba coś innego - "wczoraj zaprosiłem żonę na kolację, dzisiaj idziemy na obiad do znajomych", relacjonuje. Pisać pamiętników też mu się nie chce.

Polityczna zmiana przynosi tylko rozmowę z Bronisławem Wildsteinem, który objął stanowisko szefa TVP, oraz portret Kazimierza Marcinkiewicza. Jednak dopiero wtedy, gdy ma odchodzić z rządu i jest w mocnym konflikcie z Kaczyńskimi. W tym roku "Viva!" zdążyła napisać zaledwie o Julii Piterze i Zbigniewie Ćwiąkalskim. Minister nie krył, że "córka też została adwokatem, a syn... kończy właśnie studia prawnicze". Zdolniachy.