Kiedy w 2007 roku Hamas opanował Strefę rozgramiając milicję Fatahu, ludzie autentycznie cieszyli się z takiego przebiegu wypadków. Fatahowcy prezydenta Abbasa, którzy kontrolowali policję, choć wybory centrale i lokalne wygrali islamiści, dali się poznać jako skorumpowani brutale. Nie wahali się więzić, torturować i zabijać swoich przeciwników- politycznych i biznesowych. Ich klęska została przyjęta z ulgą. Mieszkańcy Gazy mieli tylko jedną obawę. Sukces Hamasu mógł doprowadzić do izraelskiej interwencji oraz przelewu krwi. I doprowadził.

Zginęło już ponad pięciuset ludzi, dwa i pół tysiąca odniosło rany. Czy pozbycie się fatahowców, nawet jeśli kradli i zabijali, warte było tak wysokiej ceny? Oczywiście, głównym sprawcą nieszczęścia mieszkańców Gazy jest Izrael. Niemniej, ścisły związek między rządami Hamasu a izraelską interwencją jest widoczny dla każdego. - Nie popieralibyście radykałów, nie byłoby przelewu krwi. Przekaz Izraela dla Gazy jest brutalny, ale oczywisty. - Płacicie życiem za Hamas.

Wojna ta nie jest bowiem wcale próbą zniszczenia tej organizacji, jak się pierwotnie wydawało. To niemożliwe. Chodzi o pokaz siły. Uświadomienie mieszkańcom Strefy, jak kosztowne bywa popieranie islamskich radykałów. Taka taktyka może przynieść efekty. Ludzie głośno tego nie powiedzą, ale w domowym zaciszu tak: to Hamas sprowadził na nas tragedię. Kropla zacznie drążyć skałę masowego poparcia dla tej organizacji.