MICHAŁ POTOCKI: Kazachskie władze w polowaniu na opozycjonistów wykorzystują zachodnie procedury, np. Interpol, czy dwustronne umowy o pomocy prawnej. Jak to wygląda w szczegółach?

JEWGIENIJ ŻOWTIS: Każda dyktatura wykorzystuje tego typu mechanizmy, choć stawia nie tylko na działania prawne. Wszyscy znamy los zamordowanych Lwa Trockiego, bułgarskiego dysydenta Georgiego Markowa albo Aleksandra Litwinienki. Do podobnych sposobów można zaliczyć nieudaną próbę porwania na terenie Austrii byłego szefa kazachskiej bezpieki Ałnura Musajewa. Ale ma pan rację: prawne sposoby również są wykorzystywane. Państwa, do których władze Kazachstanu zwracają się o ekstradycję, powinny ocenić, na ile pretensje do konkretnych osób są uzasadnione. W przypadku Kazachstanu często nie da się tego sprawdzić. Nie wolno zakładać, że wszędzie na świecie istnieją niezawisłe sądy. Autorytarne reżimy mogą do wniosku o ekstradycję wpisać, co tylko chcą.

Jak więc radzić sobie z takimi sytuacjami?

Zachodnie instytucje znajdują się w pułapce między koniecznością walki z przestępczością a zasadą niepomagania władzom autorytarnym w walce z opozycją. Europie do pewnego momentu udawało się balansować po właściwej stronie. Ale ostatnie wydarzenia, zwłaszcza w Czechach, we Francji, w Hiszpanii i we Włoszech, sprawiają, że moje zaufanie w tej sferze maleje. Mam na myśli działania Włoch przy wydaniu Kazachstanowi żony Muchtara Ablazowa (główny sponsor opozycji - red.) Ałmy Szałabajewej i ich córki, proces ekstradycyjny tegoż Ablazowa we Francji czy decyzję Hiszpanów o ekstradycji byłego ochroniarza Ablazowa Aleksandra Pawłowa.

Po kolei, zacznijmy od sprawy Szałabajewej.

Żona Ablazowa miała prawo pobytu na Łotwie i ważny paszport, a zatem z prawnego punktu widzenia miała pełne prawo przebywania na terenie również należących do UE Włoch. I nagle zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Ambasada Kazachstanu w Rzymie, która nie ma prawa jakiegokolwiek pośrednictwa w podobnych sprawach, nawiązuje kontakt z włoskim MSW. Ktoś wynajmuje izraelskie firmy detektywistyczne, które we współpracy z podobnymi firmami z Włoch zaczynają chodzić po śladach Ablazowów i ich krewnych. 29 maja 2013 r. do domu, w którym mieszka Szałabajewa, wkracza oddział włoskich antyterrorystów, zatrzymuje ją, po czym wsadza do prywatnego samolotu, który wywozi ją razem z córeczką do Kazachstanu. Złamano wszelkie możliwe procedury deportacyjne czy ekstradycyjne. Nie dano choćby Szałabajewej możliwości odwołania się od decyzji. Włochy postąpiły w sposób, którego można byłoby się spodziewać raczej po Kazachstanie, a nie państwa europejskiego. Można podejrzewać, że Włochy kierowały się nie przepisami prawa, ale interesami politycznymi. Nie mam dowodów, więc nie chcę nikogo oskarżać o korupcję.

Jakie były jej losy w Kazachstanie?

Wszczęto postępowanie w sprawie rzekomego fałszerstwa dokumentów, choć nie ma ani tychże dokumentów, ani motywu, dla którego Szałabajewa miałaby je fałszować. Co więcej, w tym postępowaniu nic się nie działo, nie wzywano jej np. na przesłuchania.

Ta historia skończyła się happy endem, po kilku miesiącach nieformalnego aresztu domowego, w wyniku nacisków europejskich polityków, Szałabajewa została uwolniona i 26 grudnia wróciła do UE. Tymczasem w tym tygodniu francuski sąd ma rozstrzygnąć los Ablazowa.

Wnioski o ekstradycję Ablazowa (jest oskarżony o defraudację - red.) złożyły Rosja i Ukraina. W grudniu podjęto decyzję o wspólnym rozpatrywaniu obu wniosków. Obecnie obowiązującą datą pierwszego posiedzenia sądu ekstradycyjnego jest 9 stycznia. Na razie w tej sprawie nic się nie wydarzyło.

Kazachstan poszukuje też ludzi bezpośrednio związanych z Ablazowem.

Tak, chodzi o jego byłego ochroniarza Aleksandra Pawłowa (Hiszpania) i byłą księgową Tatjanę Paraskiewicz (Czechy). Najtrudniejsza jest sytuacja Pawłowa, wobec którego sąd najwyższy zgodził się na ekstradycję. Ostateczną decyzję podejmie rząd Hiszpanii. Najpierw sąd nie podjął decyzji, ponieważ głosy sędziów rozłożyły się w stosunku 7:7. Później skład sądu został zwiększony o trzech i w kolejnym głosowaniu padł rezultat 10:7. Ale nawet przy tym wyniku Pawłow nie powinien zostać wydany, skoro oddano siedem głosów przeciw. Oznacza to, że są wystarczające wątpliwości, by go nie ekstradować do kraju, w którym wciąż obowiązuje kara śmierci. Po sprawie Szałabajewej decyzja hiszpańskiego sądu to dla mnie drugie tak silne rozczarowanie Europą w ciągu roku.

Dodajmy, że zaniepokojenie tą decyzją wyrazili przedstawiciele OBWE. A jak na tym tle wypada Polska?

Muratbek Ketebajew, o którego wydanie do Polski wnioskowały kazachskie władze, w listopadzie otrzymał w pana kraju status uchodźcy. On już jest bezpieczny, nie może być wydalony do Kazachstanu. Chcielibyśmy, by za tym przykładem podążały inne państwa UE.

Jewgienij Żowtis - szef kazachskiego Międzynarodowego Biura Praw Człowieka