GRZEGORZ OSIECKI: Dlaczego prezydent zaproponował odwrócenie wieku emerytalnego?

MACIEJ ŁOPIŃSKI: Pan prezydent zobowiązywał się w trakcie kampanii wyborczej, że taki projekt wniesie. Koalicja rządowa wprowadziła swoją ustawę właściwie bez żadnej debaty. Andrzej Duda chciał dopuścić obywateli do głosu w referendum w tej sprawie. Niestety koalicja odrzuciła ten pomysł, mimo że pod wnioskiem o referendum podpisało się kilka milionów ludzi. Na wszystkich spotkaniach w trakcie kampanii, ale także po zaprzysiężeniu podnoszono tę kwestię, że należy bezwzględnie przywrócić poprzedni wiek emerytalny. Koalicja argumentowała, że wydłużony wiek emerytalny jest potrzebny, by wesprzeć Fundusz Ubezpieczeń Społecznych. Jednak bez zapewnienia ludziom możliwości stabilnej pracy i lepszej opieki zdrowotnej, by mogli dłużej pracować – ten projekt nie ma uzasadnienia.

Jeszcze w trakcie kampanii prezydent podpisał porozumienie z Solidarnością, które mówiło nie o odwróceniu zmiany, ale o korekcie dzięki wprowadzeniu stażu emerytalnego.

I tak było sformułowane pytanie proponowane przez prezydenta w referendum. Poza tym wprowadzenie kryterium stażu zaowocowałoby tym, że niektórzy ludzie mogliby przed 60. i 65. rokiem życia w krótkim czasie przejść na emeryturę. Stąd pomysł na powrót do status quo ante. Od razu zresztą chcę odpowiedzieć na zarzut domniemania niekonstytucyjności, jaki się pojawia z powodu zróżnicowania wieku kobiet i mężczyzn. W swoim orzeczeniu z 15 lipca 2010 r. Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że zróżnicowanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn nie powoduje dyskryminacji. Ta ustawa daje możliwość, a nie zobowiązuje do przejścia na emeryturę, a kodeks pracy nie pozwala, by osiągnięcie wieku emerytalnego mogło być powodem wypowiedzenia.

Ustawa trafia do Sejmu, w którym nie ma szans na uchwalenie.

Chciał pan powiedzieć, że poprzednie ustawy uchwalane przez koalicję PO-PSL były niepoważane, bo były uchwalane w trybie superekspresowym?

Były takie przypadki. Ale skoro taki tryb jest krytykowany, to wydaje się czymś niekonsekwentnym składanie projektu, który nie ma szans na uchwalenie.

Andrzej Duda zapowiedział, że jeżeli koalicja nie rozpatrzy tego projektu lub go odrzuci, to on nie zrezygnuje i złoży ten sam projekt do Sejmu nowej kadencji.

Tempo wydłużania wieku emerytalnego w Polsce nie jest błyskawiczne. Jest podwyższany o miesiąc co cztery miesiące. Do tej pory wydłużono go o osiem miesięcy. Pod koniec tej dekady wiek dla kobiet zostanie wydłużony o dwa lata. Czy nie lepiej na spokojnie zgłosić jakiś kompromisowy projekt, który brałby pod uwagę zarówno minusy wydłużenia, jak i fakt, że dłużej żyjemy?

Trzeba zapewnić ludziom pracę, jeśli muszą pracować dłużej. Dziś ci, którzy chcieliby pracować, nie zawsze mogą. To problem zwłaszcza ludzi po pięćdziesiątce. Zresztą koszty odwrócenia wieku emerytalnego można zmniejszyć, minimalizując takie zjawiska jak umowy śmieciowe, pracę na czarno i dzięki temu zwiększyć pobieraną składkę emerytalną.

Do końca dekady bezrobocie spadnie do kilku procent. Zgodnie z tym, co pan mówił, muszą być zwiększone nakłady na zdrowie. Czy nie lepiej w takim razie zamiast odwracać reformę, stworzyć programy wsparcia pracy i finansowania NFZ?

Ale to powinno być zrobione, zanim został wydłużony wiek. Najpierw powinna być praca, zwiększone nakłady na zdrowie i jak będzie taka potrzeba podniesiony wiek emerytalny. A PO i PSL zrobiły dokładnie odwrotnie.

Działanie prezydenta może sugerować, że odwrócimy wiek, zrobimy te rzeczy, o których pan mówi, a za cztery czy 10 lat będziemy podnosić wiek?

Nie wiem, jaka będzie sytuacja za cztery, sześć czy dziesięć lat. Prognozy, które politycy czy eksperci przedstawiali, nie zawsze się sprawdzały. Zresztą ci, którzy będą chcieli i mogli pracować, mimo osiągnięcia wieku emerytalnego będą przecież mogli to robić.

Niższy wiek emerytalny oznacza niższe emerytury?

Ale to prawo, nie obowiązek. Jeśli ktoś będzie chciał pracować dłużej i wypracować wyższe świadczenie, będzie mógł to zrobić.

Czy szykują się kolejne ustawy?

W niedługim czasie prezydent przedstawi projekt ustawy o podwyższeniu kwoty wolnej od podatku. Pan prezydent należy do polityków, którzy dotrzymują słowa.

Benefity z kwoty wolnej dostanie większość podatników. W tym osoby dobrze i bardzo dobrze zarabiające. Ale cztery miliony Polaków ma dochód na tyle niski, że nie skorzysta w pełni z kwoty wolnej. Czy nie lepiej szukać innych rozwiązań?

Nie chcę się wypowiadać, dopóki nie zobaczymy podpisanego projektu.

Panie ministrze, kto doradza gospodarczo prezydentowi?

Konstruujemy zespół, który doradza prezydentowi. Ale o nazwiskach pierwszy powinien powiedzieć on sam. Zajmuję się teraz tworzeniem Narodowej Rady Rozwoju i jej segment gospodarczy będzie mocno reprezentowany, bo uznajemy to za bardzo ważną sprawę.

Czy prezydent będzie miał jednego, czy dwóch bliskich doradców ekonomicznych, a może szersze grono?

Pewnie będzie i tak, i tak. Jeden czy dwóch bliskich współpracowników, a oprócz nich – kilkuosobowy zespół w ramach Narodowej Rady Rozwoju. Ona będzie się składała z dziesięciu sekcji, a sekcja gospodarcza będzie jedną z najważniejszych. W każdej sekcji będzie kilka osób, stały skład powinien liczyć około 60 osób.

Jakie będą te sekcje?

Oczywiście będą poświęcone tym uprawnieniom prezydenta, które wymienione są wprost w konstytucji, jak bezpieczeństwo i obrona oraz polityka zagraniczna. Ale także innym. Takim jak wieś i rolnictwo, samorząd i polityka spójności, kultura, tożsamość, polityka historyczna, będą także sekcja edukacja i młode pokolenie oraz sekcja nauka i innowacje. Ważna będzie sekcja ochrony zdrowia. Tej tematyce poświęcone zostanie inauguracyjne posiedzenie Rady w październiku. Będzie to nawiązaniem do Narodowej Rady Rozwoju powołanej przez Lecha Kaczyńskiego w 2010 r., która odbyła posiedzenia poświęcone demografii i finansom. Trzecie, do którego nie doszło, miało dotyczyć właśnie zdrowia.

Co będzie celem rady? Przygotowywanie projektów ustaw, wypracowywanie strategii?

Pan prezydent oczekuje od Narodowej Rady szerokiego spektrum działań. Jednym biegunem będzie właśnie przygotowanie założeń projektów ustaw, a drugim będą opracowania strategiczne, prorozwojowe, wykraczające poza horyzont jednej, dwóch czy trzech kadencji. W Polsce od dłuższego czasu nie ma placówki, która zajmowałaby się kwestiami strategicznymi. W zamyśle pana prezydenta jest zbudowanie w przyszłości takiej instytucji na bazie Narodowej Rady Rozwoju.

Byłaby zapleczem dla prezydenta czy też rządu lub innych organów?

W warunkach głębszej współpracy z rządem taka placówka mogłaby służyć obu ośrodkom.

Jakie prezydent będzie miał oczekiwania od pierwszej rady?

Ponieważ ma dotyczyć zdrowia, można użyć porównania, że wizyta u lekarza składa się z dwóch elementów: diagnozy i recepty. Pierwsze posiedzenie to diagnoza. Nie zagwarantuję, że na kolejnych przedstawimy receptę, która uzdrowi pacjenta, ale będziemy się starali.

Czy to nie jest potencjalny obszar konfliktu z rządem?

W konstytucję jest wbudowany stan pewnego napięcia między rządem a prezydentem, ale mam nadzieję, że po wyborach napięcia będą mniejsze.

A jeśli rząd pozostanie taki jak obecnie?

To wówczas Narodowa Rada Rozwoju będzie organem prezydenta służącym rzeczowym, merytorycznym analizom polityki rządu. Będzie potrzebna, bo to także ważne zadanie.