Ministerstwo Finansów finiszuje z pracami nad swoim sztandarowym projektem uszczelniającym podatki, czyli podzieloną płatnością w VAT – split payment. Być może już w drugiej połowie września rząd go przyjmie. Jak dobrze pójdzie, to razem z innym, wprowadzającym STIR – czyli system do identyfikowania podejrzanych przelewów w bankach. Oba mają być kamieniami milowymi w walce o poprawę ściągalności podatków i powodem do chluby obecnego kierownictwa resortu finansów.

Zapewne też decyzję rządu - zwłaszcza w przypadku STIR - owo kierownictwo przyjmie z dużą ulgą. Resort biedził się bowiem nad nim długo, powstały trzy lub cztery jego wersje, a krytyka pierwszych - również ze strony innych ministerstw - była mocna. Prace nad split payment w VAT też miały opóźnienie. Już wiadomo, że podzielona płatność powinna działać od 1 kwietnia 2018 r., a nie od 1 stycznia, jak zakładano. Przygotowywanie innych „uszczelniaczy”, takich jak zmiany w CIT i PIT, też idzie jak po grudzie, np. pomysł z ujawnianiem danych dużych podatników (zmiażdżony przez Rządowe Centrum Legislacji) czy plany wprowadzenia limitów na odliczanie kosztów z tytułu zakupu np. usług doradczych.

Finisz prac to dobra wiadomość, bo jak dotąd żaden z istotnych pomysłów na poprawę egzekucji danin, jakie MF opracowało z wicepremierem Mateuszem Morawieckim jako szefem, jeszcze nie działa. I - po prawdzie - budżet nie ma z nich ani złotego dodatkowych dochodów. Dochodów, którymi wicepremier tak bardzo lubi się chwalić. Jak to możliwe - może ktoś spytać - skoro wszędzie słyszymy (i to od wicepremiera właśnie) o dziesiątkach miliardów złotych, jakie budżet na poprawie ściągalności zyskuje. No i te twarde dane: nadwyżka w państwowej kasie, dochody z VAT o wiele większe niż przed rokiem, a plan na ten rok - jak wszystko na to wskazuje - zostanie wykonany z naddatkiem. Wicepremier mówi o tym chętnie i często, stawiając przy tym twarde tezy, jak ta o przyzwoleniu poprzedniego rządu na hulanki VAT-owskiej mafii.

Rzecz w tym, że dumne wypowiedzi wicepremiera o dodatkowych miliardach w kasie to bardziej odcinanie kuponów od dokonań poprzedników niż własnych. W tym - o zgrozo - poprzednika z rządu PO-PSL. Przykłady? W każdym opracowaniu MF na temat poprawy ściągalności na pierwszym miejscu wymieniany jest jednolity plik kontrolny w VAT. Co miesiąc duzi przedsiębiorcy (a od przyszłego roku wszyscy) muszą wysyłać swoje zestawienia VAT w jednolitym formacie, co służbom skarbowym ułatwia ich analizę. Sęk w tym, że zręby pod jednolity plik kontrolny położyło Ministerstwo Finansów kierowane przez Mateusza Szczurka (rząd PO-PSL). MF pod kierownictwem Pawła Szałamachy projekt dokończyło i wdrożyło.

Inny przykład to klauzula obejścia prawa. Na jej podstawie fiskus może zakwestionować podatkowe skutki każdej transakcji, jeśli uzna, że przeprowadzono ją tylko po to, żeby podatków nie płacić. Projekty klauzuli powstawały w MF już w poprzedniej dekadzie, swój przygotował również rząd PO-PSL - i omal go nie wprowadził, tylko zabrakło mu odwagi na ostatniej przedwyborczej prostej. MF kierowane przez Pawła Szałamachę przejęło w zasadzie gotowy projekt.

Autorskim pomysłem MF za rządu PiS jest pakiet uszczelniający obrót paliwami. Ale zaczął on działać już w sierpniu 2016 r., gdy ministerstwem kierował jeszcze Paweł Szałamacha (zresztą wiceministra, który bezpośrednio za to odpowiadał, w MF już nie ma). Wymieniając dalej: walka z cenami transferowymi w CIT rozpoczęła się jeszcze pod koniec 2015 r., w grudniu tamtego roku ówczesny szef MF – Paweł Szałamacha – kontrolowanie cen uznał za priorytet służb skarbowych na 2016 r. I to za jego urzędowania przygotowano projekt zmian ustawy o VAT przywracającej sankcje w tym podatku czy wprowadzającej odwrócony VAT w budownictwie. Sankcje w połączeniu z nowelizacją kodeksu karnego, gdzie wprowadzono kary długoletniego więzienia za wyłudzenia VAT, wywołały zjawisko, które doradcy podatkowi nazywają zarządzaniem strachem: podatnicy, gdy mają wątpliwości, czy mogą odliczyć podatek, na wszelki wypadek tego nie robią. Nowelizacja kodeksu karnego to zasługa ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

Oczywiście niesprawiedliwe byłoby stwierdzenie, że wicepremier tylko chwali się nie swoimi sukcesami. W końcu to on ściągnął do gmachu ministerstwa ludzi, którzy znając podatki od strony praktycznej, dali nową jakość pracom nad zacieśnianiem fiskalnego sita. I to właśnie ich ustawowy urobek niebawem trafi do Sejmu. Być może przy odrobinie szczęścia wicepremier Morawiecki będzie mógł - również z dumą - pokazywać skutki ich wdrażania. Z tym że dopiero w przyszłym roku.