Urząd Skarbowy zajął na prywatnym rachunku bankowym prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz ponad 12 tys. zł. Chodzi o grzywny - wraz z odsetkami - jakie nałożyła na nią komisja za niestawiennictwo na czterech rozprawach.

O komentarz w tej sprawie PAP poprosiła dr Bartłomieja Biskupa z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Z tego, co się stało, płynie przekaz o państwie, że jest w miarę sprawne i jeśli trzeba, to realizuje swoje działania. Przekaz i komunikaty władzy są takie: nikt nie może się czuć ponad prawem. Szczególnie politycy opozycji i osoby lepiej sytuowane w hierarchii społecznej nie mogą czuć się postawione ponad prawem i też będą odpowiadać jak zwykli obywatele - podkreślił dr Biskup.

Politolog zaznaczył, że niepłacenie grzywien przez Hannę Gronkiewicz-Waltz to głębsza sprawa i dosyć ryzykowna strategia. Pani prezydent konsekwentnie nie stawia się na posiedzenia komisji weryfikacyjnej. Gdybyśmy na sprawę spojrzeli pod względem politycznym, to prezydent Warszawy ma rację, w tym sensie, że na pewno byłaby tam postawiona pod pręgieżem, pod ścianą. Byłaby zaciekle atakowana. Natomiast Hanna Gronkiewicz-Waltz tłumaczy się nie politycznie, tylko prawnie, tzn. że nie uznaje tej komisji, a jej działanie jest niekonstytucyjne - powiedział Biskup.

Według rozmówcy PAP to jest błąd, bo komisja działa i przede wszystkim odpowiada na zapotrzebowanie społeczne, jest dobrze postrzegana przez ludzi, przez tych, którzy zostali poszkodowani działaniami mafii reprywatyzacyjnej czy tej grupy osób, która łamała prawo, przejmując te budynki. Z tego względu argumenty prawne Gronkiewicz-Waltz nie będą nigdy tak dobrze zrozumiane przez opinię publiczną. Prezydent, uciekając przed komisją, już stawia siebie ponad prawem. Jeżeliby wezwano człowieka – Jana Kowalskiego czy innego zwykłego mieszkańca Warszawy, to on by się musiał stawić przed komisją. W dodatku pani prezydent podlegał urząd, który te decyzje wydawał - skomentował dr Biskup.

Według Bartłomieja Biskupa prezydent Gronkiewicz-Waltz nie powinna startować już w wyborach samorządowych. Sprawa komisji weryfikacyjnej bardzo ją obciążyła. Na razie prezydent mówi, że nie zamierza startować, bo gdyby okazało się inaczej, to działania, które teraz podejmuje, byłyby przeciwskuteczne. Komisja ma na pewno poparcie społeczne. Decyzje przez nią wydawane, jakby ich nie oceniać prawnie, są słuszne moralnie i widać jasno, że do naruszeń prawa przy zwrocie tych nieruchomości dochodziło. W tym sensie Hanna Gronkiewicz-Waltz jest spalona jako kandydatka na prezydenta Warszawy - podkreślił Bartłomiej Biskup.

Zdaniem politologa reakcja na ujawnienie afery reprywatyzacyjnej była dosyć spóźniona, nieadekwatna. Działanie Hanny Gronkiewicz-Waltz jest ogromnym obciążeniem dla PO. Wizerunkowo wygląda to bardzo źle, bo PO, jak zwykle w ostatnim czasie, nie ma jednoznacznego stanowiska. To, na co głównie dzisiaj cierpi Platforma, oprócz tego, że jest w opozycji i nie ma tak dużego poparcia, to jest ta niespójność, niejednoznaczność stanowisk. PO z jednej strony mówi, że trzeba tę sprawę rozliczyć, ale z drugiej że będzie do końca bronić pani prezydent. Z punktu widzenia politycznego, a nie prawnego, to jest dosyć brutalna i okrutna gra - dodał dr Biskup.

W ocenie dr Biskupa zrobiono jedynie pół kroku. Zdymisjonowano wiceprezydentów, którzy w sumie nie odpowiadali za reprywatyzację. Wydaje się, że to było zrobienie czegoś takiego: +chciałabym, ale boję się+. Podejrzewam, że Donald Tusk zrobiłby ruch radykalny, np. zawiesił panią prezydent jako wiceprzewodniczącą partii albo w prawach członka partii czy ją wręcz odwołał albo zmusił do dymisji - zaznaczył politolog.

Rozmówca dodał, że radykalny ruch w związku z Hanną Gronkiewicz-Waltz był potrzebny już rok temu. Te niespójne działania Platformy Obywatelskiej nie przysłużą się jej. To się też przełoży na pewno na kolejnego kandydata na prezydenta Warszawy, o którym zawsze można powiedzieć, że jest z partii, która w żadnej mierze nie umiała poradzić sobie z reprywatyzacją - zauważył dr Bartłomiej Biskup.

Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz została dotąd ukarana sześciokrotnie grzywnami w wysokości 3 tys. zł każda, za niestawienie się przed komisją weryfikacyjną ds. stołecznej reprywatyzacji. Na początku września komisja oddaliła wnioski prezydent Warszawy o uchylenie czterech grzywien - na łączną kwotę 12 tys. zł - za jej niestawiennictwa na wcześniejszych rozprawach. Urząd Skarbowy dokonał egzekucji należności wynikających z tych właśnie grzywien.