Rozmawiałem wczoraj z kilkoma dyrektorami szpitali, które mają kłopoty z obsadą, przez co zamykają oddziały. Kilkadziesiąt minut poświęcił mi też starosta kluczborski Piotr Pośpiech, przekonując mnie, co należy zrobić, aby uzdrowić służbę zdrowia.

I recepty ludzi, którzy zajmują się tą tematyką od lat wcale nie są skomplikowane. Wystarczyłoby, aby politycy wspólnie odłożyli na chwilę na bok swoje polityczne interesy, a na poważnie wzięli się za reformę.

Co więc należy zrobić?

W perspektywie najkrótszej: dać podwyżki lekarzom. Tu cudów nie ma. Lekarzy w Polsce jest zbyt mało, a potrzeb zbyt wiele. Bez znaczenia więc jest, czy lekarz zarabia 5 tys., czy 25 tys. zł miesięcznie. Jeśli jest problem ze znalezieniem obsady w szpitalu, to trzeba płacić więcej. Przy czym Ministerstwo Zdrowia nie może tego ciężaru przerzucać na samorządy i dyrektorów szpitali.

- W ciągu ostatnich kilku miesięcy wprowadziliśmy znaczne podwyżki wynagrodzeń lekarzom, co i tak nie rozwiązało problemu. Zgoda na kolejne podniesienie płac lekarzom bez dodatkowego finansowania z budżetu jest dla kierownictwa szpitala drogą donikąd. To oznacza, że w lipcu, najdalej sierpniu 2018 r., skończą się pieniądze przewidziane na dany rok. I co wtedy mamy zrobić? Zamknąć cały szpital? - pyta mnie retorycznie Andrzej Prochota, dyrektor szpitala powiatowego w Oleśnie, gdzie zamknięto internę.

Odpowiedź w ujęciu krótkoterminowym jest więc prosta: dać podwyżki.

W ujęciu średnioterminowym już jednak przydałaby się poważniejsza reforma. Piotr Pośpiech, starosta kluczborski, słusznie zauważa, że system nie może opierać się na niewielkiej liczbie lekarzy i regularnym podwyższaniu im już i tak solidnych uposażeń. Potrzeba nam - mówiąc wprost - więcej lekarzy. Tych jednak nie ma. Co więc zrobić?
- Otworzyć nasz rynek na lekarzy z krajów spoza Unii Europejskiej - radzi Pośpiech.

I chyba wszyscy eksperci przyznają mu rację. Ba, przyznaje mu ją nawet Ministerstwo Zdrowia, tylko niewiele robi w kierunku ściągnięcia do Polski lekarzy z Afryki czy Azji.

A przecież to właśnie takich imigrantów zarobkowych chcemy. Kulturalnych, wykształconych, chcących w Polsce pracować. Nie wiem jak Państwo, ale ja już kilkukrotnie byłem u lekarki Azjaty czy lekarza z Afryki. I nie mogę powiedzieć na nich złego słowa. Ba, starają się pomóc pacjentowi bardziej niż wielu Polaków.

Dobrym pomysłem - tu znowu moje ukłony w kierunku Piotra Pośpiecha - jest zacieśnienie współpracy między przychodniami i szpitalami. Obecnie wielu lekarzy nie ucieka ze szpitali wcale do sektora prywatnego, lecz właśnie do przychodni. Często pieniądze, które otrzymują, są podobne, a obciążenie (także to psychiczne) dużo mniejsze. Niestety jednocześnie przychodnia i szpital to dwie daleko od siebie leżące wyspy. Ich związek w wielu miastach kończy się na tym, że lekarz z przychodni wysyła swojego pacjenta do szpitala.

A może gdyby wprowadzić zasadę, że lekarze z przychodni np. raz w tygodniu dyżurują w szpitalu? A nuż współpraca między placówkami by się układała lepiej? To oczywiście ograniczenie w wykonywaniu zawodu dla medyków, ale jednocześnie znacznie mniejsze niż postulowane od lat przez wielu zobowiązanie do pracy w Polsce po ukończeniu studiów medycznych. Może więc zacząć od obowiązkowych dyżurów na szpitalnej internie czy na izbie przyjęć?

Rozwiązanie długoterminowe też jest proste do zdefiniowania: potrzebujemy kształcić więcej lekarzy. Niestety za rządów PO-PSL uznano, że lekarz to zbyt ważny zawód, w związku z czym należy kształcić niewielu; tylko tych najwybitniejszych. Ta polityka się nie sprawdziła, bo lepszy lekarz ciut gorszy ("ciut") niż żaden. Limity przyjęć na studia medyczne więc z powrotem zwiększono. I słusznie. Należy zwiększyć jeszcze bardziej. W perspektywie 10-15 lat powinno to przynieść pożądany skutek zarówno w postaci łatwiejszego obsadzenia szpitalnych oddziałów, jak i zwiększenia konkurencji na lekarskim rynku, na czym z kolei mógłby skorzystać budżet.

Ale też nie ma się co oszukiwać: polska ochrona zdrowotna jest niedofinansowana. Dziś, tu i teraz pieniądze na ten cel muszą się znaleźć. I nie ma co zakłamywać rzeczywistości, że problemu nie ma. Jest i właśnie uderza z siłą tornada.