Tadeusz Cymański pytany w Radiu ZET o ustawę degradacyjną stwierdził, że "śmierć wyrywa nie tylko ludzi szlachetnych z ręki szyderców, ale również zbrodniarzy sprzed sprawiedliwości ziemskiej i stawia ich przed innym trybunałem". - Zdjąć pagony po śmierci to jest może taki niesmak. Będę głosował bez entuzjazmu. To smutna i ponura sprawa – powiedział.

Cymański zaznaczył, że ustawa degradacyjna jest "trudna" i dodaje, że "każda odpowiedzialność powinna być indywidualna, bo wina jest jednostkowa". – Widzę w niej walor pedagogiczny – stwierdził.

Dodał, że dla prawdy historycznej rządzący muszą podjąć się ogromnego wysiłku. Dopytywany o użyte przez niego słowo "niesmak" wyjaśnił, że nie jest zachwycony tą ustawą. – Powiedziałem, że nie jestem zachwycony. Gdyby mnie ktoś spytał: "Podpisze pan dwoma rękami?", ja mówię: "Nie, jedną, ale zdecydowanie" – wytłumaczył swoje stanowisko w tej sprawie. Przyznał, że w Sejmie przez ponad 20 lat był czas na to aby się tym zająć.

- Mam też taki niedosyt, bo byłem dwadzieścia parę lat w Sejmie i było okazji wiele, żeby się zabrać za te tematy. I ten upływ czasu to nie znaczy, żeby go zostawić. Lepiej późno niż wcale. I taka to jest bajka - powiedział.

Pytany o to, jak głosował w sprawie ustawy dezubekizacyjnej, odpowiedział, że wstrzymał się od głosu. Jak zareagowała partia rządząca? - Może niektóre osoby były zdziwione. Każdy człowiek ma prawo do obrony. Osoby, które pełniły służbę po 1989 roku, jeżeli były źle zweryfikowane, powinny być jeszcze raz zweryfikowane – skomentował.