- Państwo likwiduje podział władz, na czele z ostatnim atakiem na niezależność sądów. Często bywam na Zachodzie i to budzi kompletną zgrozę - przestrzega prof. Leszek Balcerowicz, przewodniczący rady FOR.

Przedstawiciele FOR naliczyli w tej kadencji 11 ustaw, które - wskutek wprowadzanych przez nie zmian dla władz lokalnych - określają mianem "antysamorządowych". W badaniu wzięto pod uwagę okres od połowy listopada 2015 r. do końca lipca 2018 r. Pod lupę wzięto zarejestrowane druki sejmowe (do numeru 2799) oraz 631 uchwalonych ustaw. Z tej grupy „odsiano” 11 projektów ustaw i jedno rozporządzenie wykonawcze, które uznano za godzące w interesy władz lokalnych.

- W 9 na 11 przypadków ustaw są to poselskie inicjatywy legislacyjne. Rzecz z pozoru mało bulwersująca. Ale w tym wypadku projekty podpisują posłowie najczęściej pierwszokadencyjni, bez doświadczenia - zwraca uwagę Janusz Paczocha, były prezydent Bytomia i autor raportu "Państwo antyobywatelskie. Postępujący demontaż samorządności terytorialnej w VIII kadencji Sejmu RP".

Zdaniem Paczochy, wniosek jest "oczywisty". - Projekty powstają w politycznym ośrodku dyspozycyjnym, posłowie-nowicjusze je podpisują i parlament szybko je przeprowadza. Pośpiech wprost dotykający możliwość przeprowadzenia konsultacji i złożenia ewentualnych protestów lub polemik. Szybkie tempo powoduje, że samorządy nie są w stanie zgłosić swoich uwag. Nawet Senat wszystkie inicjatywy legislacyjne przyjmował bez zastrzeżeń merytorycznych. Tylko w 4 przypadkach miały miejsce korekty natury redakcyjnej - wskazuje Janusz Paczocha.

FOR dokładnie przeanalizował też tempo uchwalania aktów prawnych (11 ustaw i jednego rozporządzenia wykonawczego - tego, które przycinało wynagrodzenia zasadnicze samorządowców o 20 proc.). - Z dwunastu analizowanych antysamorządowych aktów prawnych aż pięć uchwalono w czasie krótszym niż 30 dni (41,7 proc.), jeden - w czasie do 60 dni (8,3 proc.), cztery - w czasie do 90 dni (33,3 proc.), a dwa - w czasie (16,7 proc.) w czasie przekraczającym 90 dni - wynika z raportu. Najszybciej rozpatrzono rozporządzenie obcinające wynagrodzenia zasadnicze części samorządowców (6 dni). Błyskawicznie poszły też prace nad rządową nowelizacją ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków (17 dni) czy poselską nowelizacją ustawy o systemie oświaty (20 dni).

Zdaniem przedstawicieli FOR najbardziej rażące przypadki odbierania zadań samorządom (naliczono 19 takich przypadków) to np. przejęcie przez ministra środowiska kontroli nad wojewódzkimi funduszami ochrony środowiska i gospodarki wodnej (większość rządu w radach nadzorczych, podporządkowanie zarządów, narzucenie jednolitego statutu). FOR wskazuje też na przejęcie przez nowo utworzone "Wody Polskie" zarządzania wodami istotnymi dla potrzeb rolnictwa i zapobiegania powodziom (wiązała się z tym likwidacja wojewódzkich zarządów melioracji i urządzeń wodnych, czyli samorządowych jednostek budżetowych). Trzeci przykład to przejęcie przez ministra rolnictwa zadań związanych z modernizacją terenów wiejskich i rolnictwa (samorządowe ośrodki doradztwa rolniczego przekształcono w państwowe osoby prawne).

Z kolei jako "najbardziej drastyczne przykłady ograniczania samodzielności samorządów w wykonywaniu zadań publicznych" eksperci FOR zaliczyli np. uzależnienie przekształcania lub likwidacji szkół od obowiązkowej (i pozytywnej) opinii kuratora oświaty. Inny przykład to zatwierdzanie taryf za wodę czy ścieki od opinii "Wód Polskich".

Zapytaliśmy autora raportu Janusza Paczochę oraz prof. Leszka Balcerowicza, czy oprócz samego wskazania ustaw, które uznali za antysamorządowe, zweryfikowano również, jaki był efekt nowych regulacji wdrożonych przez PiS.

- To wymagałoby pogłębionych badań, gdy przepisy będą działać odpowiednio długo. Nasz raport pokazuje przede wszystkim, komu i co zabrano oraz w jaki sposób - tłumaczy Janusz Paczocha.

Wtóruje mu prof. Balcerowicz. - Każdy rząd, zanim wprowadzi zmiany ustrojowe, powinien przedstawić przewidywane skutki wprowadzanych zmian i odpowiednio je skonsultować. Po stronie PiS w ogóle czegoś takiego nie było. Zamiast tego było uchwalanie ustaw z pominięciem możliwości dyskusji, w trybie nadzwyczajnym, co w gruncie rzeczy jest jaskrawym nadużyciem prawa - stwierdza profesor.

Konkluzjom raportu przyklaskują samorządowcy. Sami zresztą chwilę temu zwracali uwagę na zbyt szybkie tempo przyjmowania nowych regulacji prawnych przez rząd. - Elementem państwa prawnego jest konieczność przeznaczenia po uchwaleniu aktu normatywnego, a przed jego wejściem w życie, odpowiedniego czasu na zapoznanie się przez adresatów z jego treścią, o czym zapominają stanowiący prawo w Polsce - stwierdzili w komunikacie kilka dni temu przedstawiciele Związku Miast Polskich.

Zdaniem przedstawicieli PiS wnioski z raportu FOR są krzywdzące i niesprawiedliwe. - Jeśli osoba z tytułem naukowym jak prof. Balcerowicz wygłasza takie tezy, to wypadałoby wskazać źródło i metodologię. Jeśli twierdzi się, że jakiś pakiet ustaw źle wpływa na funkcjonowanie samorządów, należałoby to udowodnić. Mam wrażenie, że raport opublikowano z myślą o nadchodzących wyborach samorządowych - mówi Jan Mosiński, poseł PiS.

Niedawno minister środowiska Henryk Kowalczyk chwalił efekty zmian, jakie rząd zaprowadził w wojewódzkich funduszach ochrony środowiska i gospodarki wodnej (skutek jednej z „antysamorządowych” ustaw wskazanych w raporcie FOR). Wskazywał, że jednym z głównych celów ustawy było zmniejszenie kosztów funkcjonowania tych organów. - W styczniu 2017 r. w zarządach WFOŚiGW zasiadały łącznie 54 osoby. Dziś, po roku od wprowadzonych zmian, jest to 27 osób - mówił minister środowiska. Jak dodał, zmniejszenie liczby członków zarządu wojewódzkich funduszy wygeneruje oszczędności na wynagrodzeniach w kwocie ponad 4 mln zł. - Obecnie w większości wojewódzkich funduszy zrezygnowano z wypłat nagród rocznych dla członków zarządu, podczas gdy w latach 2015-2016 na ten cel przeznaczano corocznie ok. 2,5 miliona złotych - podkreślał minister Kowalczyk.

Jak działacze PiS odnoszą się do zarzutów o zbyt szybkie tempo przyjmowania kontrowersyjnych ustaw, w dodatku ścieżką poselską? - Proces legislacyjny przebiega różnie - raz mówi się, że za szybko, raz że za wolno. Ale przecież są komisje sejmowe, biura analiz sejmowych czy biura legislacyjne klubów. Nie ma więc zgłaszania projektów przez posłów w sposób nieprzemyślany i spontaniczny. Jest pole do dyskusji, ja osobiście nie mam przeczucia, że głosuję w ciemno. Wielu posłów, także debiutantów, miało wcześniej doświadczenia w samorządzie - przekonuje Jan Mosiński z PiS.

W podobnym duchu wypowiada się jego partyjny kolega Marcin Horała, kandydujący na urząd prezydenta Gdyni. - Owszem, jestem posłem debiutantem, ale wcześniej byłem radnym miasta i dzielnicy. Mam więc duże doświadczenie samorządowe - mówi.

W rozmowie wskazujemy, że ustawa, którą w parlamencie firmował wspólnie z dwoma innymi politykami PiS (Łukaszem Schreiberem i Szymonem Szynkowskim vel Sęk) znalazła się na liście ustaw "antysamorządowych" FOR. Chodzi o ustawę z 11 stycznia 2018 r. o zmianie niektórych ustaw w celu zwiększenia udziału obywateli w procesie wybierania, funkcjonowania i kontrolowania niektórych organów publicznych (wprowadzała m.in. dwukadencyjność szefów miast i gmin czy obowiązkowe budżety obywatelskie w dużych miastach). - Rozumiem, skąd zarzuty do ustawy, którą ja się zajmowałem. Bardzo często urząd na poziomie lokalnym jest utożsamiany z samorządem. Przy takiej optyce można to krytykować. Ale samorządność to przede wszystkim obywatele, a nie urząd. Zmiany, które wprowadziliśmy zwiększają siłę obywateli kosztem lokalnych oligarchii - przekonuje Marcin Horała. Zapewnia też, że to on i jego dwóch kolegów było autorami najważniejszych propozycji zawartych w tej ustawie.

Prof. Balcerowicz nie unika jednak jeszcze ostrzejszych ocen wobec obecnego rządu. - System koncentracji władzy nie znosi autonomii władz terytorialnych. Ostatni przejaw tej koncentracji to brak wolnych mediów i zastępowanie go aparatem kłamliwej propagandy. Każdy zauważy, jaka jest tendencja ostatnich lat. Państwo likwiduje podział władz, na czele z ostatnim atakiem na niezależność sądów. Często bywam na Zachodzie i to budzi kompletną zgrozę - mówi Leszek Balcerowicz.