32-letnia Rene Emile opowiada, że 12 stycznia jej mąż był na zajęciach w college'u w Port-au-Prince. Budynek zawalił się. Dopiero teraz do kobiety dotarł rozpaczliwy SMS: "Przyślij pomoc, jeszcze żyjemy. Niech Bóg cię błogosławi i niech jego twarz lśni nad tobą. Kocham cię". "To jest wszystko, co zostało mi po mężu - kilka słów na ekranie komórki" - mówi kobieta.

Takich SMS-ów i wiadomości nagranych na poczcie głosowej Haitańczycy dostają tysiące. To dowód na to, że wiele uwięzionych pod gruzami można było uratować, gdyby pomoc zjawiła się szybciej.

Haitańskie władze podają, że w masowych grobach pochowano już ponad 150 tysięcy ludzi, a ostateczny wstrząsający bilans może być wyższy niż liczba zabitych przez tsunami w 2004 roku.

Szacuje się, że około półtora miliona ludzi nie ma gdzie mieszkać. Milion dzieci straciło rodziców. Tysiące ludzi jest rannych.