Ujęty tam w poniedziałek 37-letni mężczyzna jest synem prominentnego deputowanego Partii Regionów, Wołodymyra Łandika. Według mediów w Ługańsku na wschodzie kraju, uważa się go za nieformalnego "właściciela" miasta.

Do zdarzenia z udziałem Romana Łandika doszło w jednej z najdroższych restauracji Ługańska ponad tydzień temu. Zarejestrowały je zamontowane w lokalu kamery. Na nagraniu widać, jak radny bije dziewczynę pięściami po twarzy, rzuca się na nią i ciągnie za włosy po podłodze. Na bójkę nie zareagowała ani obsługa restauracji, ani goście.

Pobita to 20-letnia modelka, która z urazami ciała, głowy i wstrząśnieniem mózgu trafiła do szpitala. Choć nagranie restauracyjnej kamery trafiło do stacji telewizyjnych, młody polityk oświadczył, że jest niewinny.

"To kłamstwo! To ja jestem poszkodowany!" - mówił dziennikarzom po incydencie, twierdząc, że nikogo nie uderzył, lecz przekazał dziewczynę w ręce milicji, gdyż tłukła naczynia w restauracji.

Gdy Łandik-syn postanowił zgłosić się na milicję w charakterze poszkodowanego, do ofensywy w jego obronie wyłączył się Łandik-ojciec. Zagroził, że wytoczy procesy dziennikarzom, którzy napiszą o tej sprawie.

"Partia Regionów nie zgadza się z tą inicjatywą. Jesteśmy za tym, by odpowiedzialni ponieśli karę" - oświadczył na to w miniony czwartek szef klubu parlamentarnego Partii Regionów, Ołeksandr Jefremow, choć niektóre media twierdziły, że dzięki wpływom ojca skandal zostanie zatuszowany.


Kiedy głos w sprawie pobicia dziewczyny zabrał na konferencji prasowej w piątek sam prezydent Janukowycz, sytuacja Łandika młodszego pogorszyła się jeszcze bardziej.

"Nie zachował się jak mężczyzna" - ocenił wówczas prezydent.

Nie czekając, aż przyjdzie po niego milicja, w sobotę sprawca bójki uciekł do Rosji, gdzie został ujęty dwa dni później. Obecnie Roman Łandik oczekuje na ekstradycję na Ukrainę.