To więcej niż Amerykanie zapłacili za uratowanie banku Goldman Sachs. Bank przez lata służył za prywatną skarbonkę dawnego mera stolicy Jurija Łużkowa, a audytorzy problemów nie dostrzegli.

Problemy szóstego pod względem wysokości aktywów banku w Rosji zaczęły wychodzić na jaw, gdy pakiet większościowy w lutym 2011 r., niecałe pięć miesięcy po dymisji Łużkowa, kupił państwowy bank WTB. Krok ten powszechnie zinterpretowano jako próbę rozmontowania mafijno-gospodarczego układu trawiącego stolicę pod rządami dotychczasowego mera. Po miesiącu od dymisji i sprzedaży własnych udziałów został też zmuszony powiązany z Łużkowem dyrektor banku Andriej Borodin.

– Mer traktował Borodina jak syna, dzięki czemu ten w Moskwie cieszył się statusem świętej krowy – wspominał znawca rosyjskiej bankowości Jarosław Skworcow. Łużkow blisko przyjaźnił się z ojcem Andrieja Fridrichem Borodinem. Dzięki tej znajomości Andriej w 1995 r. stanął na czele BM. Miał wówczas zaledwie 27 lat.

Dzięki udziałom, które ratusz miał w banku, mer i jego wszechpotężna żona Jelena Baturina oraz ludzie Łużkowa (z Borodinem na czele) defraudowali miejskie pieniądze. Jeden przykład: w 2009 r. z budżetu miasta wydzielono 15 mld rubli (1,5 mld zł) na kupno pakietu akcji BM. Następnie ten sam bank udzielił 13 mld rubli (1,3 mld zł) kredytu nieznanej do tej pory agencji nieruchomości Premjer Estejt (dziennikarze pisali, że agencja była powiązana z bankiem przez rozbudowany system spółek córek). Agencja z kolei za te same pieniądze, znacznie powyżej ceny rynkowej, kupiła działkę należącą do spółki Baturiny.

W ten sposób przez lata transferowano publiczne pieniądze do prywatnych kieszeni. Sielanka trwałaby do dzisiaj, gdyby prezydent Dmitrij Miedwiediew nie zdecydował się na odsunięcie od władzy Łużkowa. Po przejęciu kontroli nad bankiem przez WTB na jaw wyszły kolejne zatrważające informacje. Spośród 336 mld rubli udzielonych kredytów 150 mld jest nie do odzyskania. 220 mld rubli uzyskały zarejestrowane w większości w rajach podatkowych firmy powiązane z Borodinem. Innymi słowy prezes, w połowie przykładów podejmujący decyzje jednoosobowo, udzielał pożyczek sam sobie.

Smakowity – jak się wydawało – kąsek okazał się więc dla kontrolowanego przez ludzi elity politycznej WTB wyjątkowo niestrawnym daniem. Bohaterów oszukańczego schematu trudno będzie ukarać. Borodin, Łużkow i Baturina uciekli już do Wielkiej Brytanii. Jedyne, co mogą zrobić władze, to nasłać nadzór finansowy na audytorów, którzy przez lata pozytywnie oceniali kondycję banku. Wczoraj Rosfinnadzor poinformował, że wkrótce rozpocznie wielką akcję kontrolną, która obejmie ponad 200 agencji audytorskich.