Odpowiedzialnych za oblężenie Hims, ostrzał Idlibu i torturowanie dzieci należy ostrzec, że ich zbrodnie wyjdą na jaw i że już teraz powinni ich zaprzestać" - napisał Hague w tygodniku "Sunday Telegraph". W przeciwnym razie spotka ich los serbskich dowódców wojskowych, aresztowanych i sądzonych za zbrodnie wojenne wobec ludności cywilnej w czasie oblężenia Sarajewa - zagroził. Hague popiera dyplomatyczną presję wywieraną na władze w Damaszku przez Ligę Arabską i Arabię Saudyjską i liczy na to, że z końcem lutego Unia Europejska nałoży sankcje na Syrię. Chce też, by organizacje humanitarne miały dostęp do ludności cywilnej.

Rząd brytyjski wyśle na Bliski Wschód grupę ekspertów, która stworzyłaby na miejscu ośrodek dokumentacji i gromadziłaby relacje naocznych świadków zbrodni wojennych, jak również zajmowałaby się szkoleniem syryjskich aktywistów. Z kolei niedzielny "Sun" donosi o tym, że Londyn wesprze politycznych przeciwników prezydenta Syrii dostawami sprzętu ułatwiającego koordynację ataków. Wymienia w tym kontekście m.in. kamizelki kuloodporne, laptopy, telefony satelitarne i sprzęt ułatwiający łączność. Konflikt w Syrii dzieli brytyjską opinię. Publicysta "Guardiana" Jonathan Freedland sądzi, że Syria nie jest Irakiem i że międzynarodowych interwencji zbrojnych nie można sprowadzać do wspólnego mianownika. Przeciwnikiem interwencji jest koalicja antywojenna - "Stop the War Coalition" -utworzona na krótko przed atakiem na Irak.

Nieoficjalne doniesienia sugerują, że syryjscy opozycjoniści są uzbrajani przez Turcję i Arabię Saudyjską. Z kolei siły rządowe mają korzystać ze wsparcia irańskich doradców wojskowych i wywiadu. Ok. 5-7 tys. osób zginęło w Syrii od czasu wybuchu powstania przeciw Asadowi w marcu 2011 r.