Profesor została przydzielona do lokalu wyborczego znajdującego się na południu Sankt Petersburga. Punkt wyborczy mieścił się w szkole dla dzieci wykluczonych. Poza prof. Lewinską nad legalnością głosowania czuwało jedenastu obserwatorów z różnych środowisk i grup wiekowych.

Po zamknięciu lokali wyborczych przeliczono głosy.  Władimir Putin uzyskał 466 głosów, na drugim miejscu znalazł się Michaił Prochorow z 226 głosami, a na trzecim Gienadij Ziuganow z 176 - opowiada profesor brytyjskiemu "Daily Telegraph".

Niestety sytuacja ta nie potrwała długo. Kiedy nauczycielka udała się na piętro budynku, gdzie miała wykonać kopie dla obserwatorów Ktoś, nie wiedzieliśmy kto, sfałszował wyniki - komentuje rosyjska obserwatorka.  Putin zdobył teraz 780 głosów, co dawało mu 80 procentowe poparcie. Obserwatorzy złożyli oczywiście doniesienie do prokuratury. Nie liczą jednak, że cokolwiek to zmieni. Jak mówi prof. Lewinska: Mam doświadczenie nie tylko z Rosją Putina, ale i z dawnym sowieckim rajem. Różnice pomiędzy nimi są coraz mniej zauważalne.

Profesor historii chciała na własnej skórze przekonać się jak przebiegają prezydenckie wybory. W tym celu dołączyła do ponad 3000 obywateli w Petersburgu, którzy zobowiązali się do kontroli wyborów prezydenckich. Aby zostać obserwatorem, Irina Lewinska, musiała przejść specjalne szkolenie. Dowiedziała się na nim jakie zasady obowiązują podczas wyborów i jak zapobiegać fałszowaniu głosów.