Obama pozostał we wtorek na Florydzie, która w wyborach zapewnia zwycięzcy 29 głosów elektorskich i gdzie słynny spór o głosy w 2000 r. sprawił, że rezultat ówczesnych wyborów nie był znany do grudnia, kiedy Sąd Najwyższy przyznał wygraną George'owi W. Bushowi.

Na wiecu z udziałem około 20 tysięcy swoich zwolenników Obama powiedział, że jego republikański przeciwnik cierpi na "Romnezję" (gra słów: Romney-amnezja), ponieważ zapomniał, co mówił wcześniej na rozmaite tematy międzynarodowe.

W czasie debaty w Boca Raton, poświęconej polityce zagranicznej, Romney przeważnie zgadzał się z prezydentem, starając się przedstawić jako polityk umiarkowany, chociaż wcześniej na każdym kroku atakował jego politykę w sprawie Iranu, wojny w Afganistanie i powstania w Syrii.

Prezydent oświadczył, że kampania sprowadza się do tego, "komu można ufać", i sugerował, że Romney ze swoimi zmianami stanowisk nie jest politykiem wiarygodnym.

Sztab kampanii Obamy rozesłał we wtorek mediom broszurę z programem wyborczym prezydenta. Była to odpowiedź na zarzuty Republikanów, że Obama nie przedstawił żadnego planu, co zrobi - zwłaszcza z gospodarką - w swojej drugiej kadencji.

Szef demokratycznej kampanii Jim Messina powiedział również, że prezydent jest przekonany, iż wygra wybory.

Tymczasem Romney i kandydat na wiceprezydenta Paul Ryan pojechali do Nevady i Kolorado, stanów "swingujących" na zachodzie.

W Kolorado sondaże wskazują teraz raczej na zwycięstwo kandydata GOP, podczas gdy Nevada skłania się ku Obamie.