Zamach w Machaczkale nie jest dziełem terrorystów - twierdzą przedstawiciele dagestańskiego MSW. - To z całą pewnością porachunki kryminalistów - cytuje wypowiedzi funkcjonariuszy policji agencja RIA Novosti. W wyniku dwóch eksplozji w centrum Machaczkały rannych zostało od 9 do 15 osób, w tym najprawdopodobniej aż 3 policjantów.

Sceny jak z filmu rozegrały się w centrum stolicy Dagestanu, przed wejściem do kompleksu rozrywkowego "Złote Imperium".

Najpierw nieznani sprawcy ostrzelali budynek z broni maszynowej. Później odpalili pocisk z ręcznego granatnika, a gdy na miejsce przyjechała policja, eksplodował samochód-pułapka. W wyniku wybuchu rannych zostało kilkanaście osób, w tym trzech funkcjonariuszy policji.

Początkowo prezydent Dagestanu Ramazan Abdułaptiow przekonywał, że to kolejny atak terrorystów. - To ekstremiści, terroryści, bandyci, tak zwani rebelianci - stwierdził w rozmowie z telewizją LifeNews dagestański przywódca. Tymczasem regionalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych ustaliło, że ostrzelanie restauracji oraz dwie eksplozje to rezultat bandyckich porachunków. Funkcjonariusze twierdzą, że właściciel restauracji odmówił płacenia haraczu i został ukarany.

Jednak Narodowy Komitet Antyterrorystyczny nie lekceważy wydarzeń w Machaczkale. Na nogi postawiono wszystkie służby bezpieczeństwa. Machaczkała leży zaledwie 600 km od Soczi, gdzie 7 lutego mają rozpocząć się Igrzyska Olimpijskie. Antyterroryści przypominają również, że działający na Północnym Kaukazie islamscy ekstremiści odgrażali się, iż przeszkodzą w organizacji olimpiady.