Mimo deklaracji prezydenta Władimira Putina, iż na Krymie nie ma rosyjskich wojskowych, nie ustają próby zajmowania ukraińskich obiektów militarnych przez ludzi, co do których nie ma wątpliwości, iż są członkami rosyjskich sił zbrojnych. Wskazuje na to zarówno ich uzbrojenie, umundurowanie, a niekiedy także jawna informacja, iż przyjechali z Rosji.

Do prób przedarcia się Rosjan na tereny wojskowe doszło w Eupatorii, w Kerczu, a także w samym Symferopolu. W większosci przypadków próby te zostały zablokowane przez żołnierzy ukraińskich. Niepowodzeniem zakończyła się także próba zajęcia przez rosyjskich wojskowch okrętu ukraińskiej marynarki wojennej "Sławutycz". Ukraińscy marynarze udaremnili Rosjanom abordaż. Coraz częściej w atakach i blokadach udział biorą ubrani w nieoznakowane mundury członkowie tak zwanych drużyn samoobrony.

Wśród ich członków są - zdaniem ekspertów - funkcjonariusze rozformowanego "Berkutu". Komentując w rozmowie z Polskim Radiem deklaracje Putina o nieobecności sił rosyjskich na Krymie Refat Czubarow - przewodniczący Medżlisu Narodu Tatarskiego zauważył, że kiedyś wyzywano na pojedynek tych, którzy jawnie kłamali, ale dzisiaj są inne czasy; można nie podawać ręki tym, którzy jawnie kłamią. Według ocen ekspertów, na Krymie przebywa około 16 tysięcy rosyjskich żołnierzy.