Prasa w Izraelu krytykuje papieża za modlitwę przed murem w Betlejem, choć przyznaje, że Franciszkowi udało się utrzymać równowagę między Izraelem a Palestyńczykami i nie popełnić dyplomatycznego błędu.

Jak informuje z Jerozolimy specjalny wysłannik Polskiego Radia Wojciech Cegielski, prawicowy dziennik "Jerusalem Post" pisze, że walka papieża Franciszka o ubogich i uciśnionych musi budzić szacunek. Komentator gazety podkreśla jednak, że modlitwa przed izraelskim murem była trywializacją Holokaustu, bo papież zatrzymał się przed fragmentem muru z napisem o warszawskim getcie. Szmulej Boteach pisze, że sytuacji Palestyńczyków nie można porównywać z Holokaustem, bo mur został wzniesiony, by chronić Izrael przed zamachami.

Komentator wypomina też papieżowi zachowanie Piusa XII, który w czasie II wojny światowej przemilczał zagładę Żydów i pisze, że Franciszek powinien był wyciągnąć wnioski z błędów poprzednika. - Mógł wybrać inne miejsce do modlitwy - podsumowuje.

Z kolei lewicowy "Haaretz" cytuje opinię prawicowego ministra turystyki Uzi Landaua, który nazywa przystanek przed murem "błędem". Równocześnie jednak gazeta przytacza opinie ekspertów, którzy są zadowoleni z przemówienia papieża w instytucie Yad Vaszem. Komentatorzy chwalą Franciszka, że w wystąpieniu skupił się nie na przepraszaniu, ale na wyciąganiu lekcji na przyszłość.

"Jerusalem Post" przytacza też opinię doradców Naczelnym Rabinów Izraela, którzy chwalą Franciszka, że zachował równowagę i nie opowiedział się po żadnej ze stron konfliktu.

CZYTAJ WIĘCEJ: Niespodziewany gest papieża w Betlejem. Palestyńczycy nagrodzili go aplauzem >>>