Barack Obama nakreślił strategię na najbliższe tygodnie w swoim przemówieniu telewizyjnym 10 września. Podsumował ją dwoma słowami: degrade and destroy (osłabić i zniszczyć). Kampania prowadzona z powietrza będzie kluczowa w osiągnięciu pierwszego celu. Cel drugi będzie wymagał zaangażowania lądowego, a tego USA za wszelką cenę chcą uniknąć.

Ameryka rozpoczyna wojnę z Państwem Islamskim (PI) w pojedynkę. Z nalotów wycofała się Francja, a Niemcy zapowiedziały, że nie zrzucą na teren Syrii ani jednej bomby. Przyczyną może być lęk przed atakiem terrorystów w tych krajach. Brytyjski kontrwywiad MI-5 podniósł niedawno poziom zagrożenia terrorystycznego do „poważnego”. Wielką niewiadomą pozostają też bliskowschodni partnerzy USA. Co prawda Pentagon w komunikacie dotyczącym wczorajszych nalotów informował o wsparciu krajów regionu, ale nie ujawniono, na czym konkretnie ono polegało. Trudno więc powiedzieć, czy USA mogą liczyć na poważniejsze zaangażowanie.

Międzynarodowa mobilizacja wywarła jednak wrażenie na rebeliantach. O zmianie ich nastawienia niech świadczy opublikowany przed nalotami film, w którym występujący w imieniu PI Abu Muhammad al-Adnani mówi: Jeśli możecie zabić niewiernego Amerykanina lub Europejczyka - w szczególności godnych pożałowania Francuzów - albo jakiegokolwiek innowiercę z kraju, który przyłączył się do koalicji przeciw PI, zaufajcie Bogu i zabijcie go.

Do tej pory kalifat z Rakki rzadko groził przemocą Zachodowi.

W regionie jest znacznie więcej problemów niż tylko ekstremiści

ONZ debatuje o Państwie Islamskim i Ukrainie

Rekordowa liczba 140 przywódców państw i rządów weźmie udział w rozpoczynającej się dziś w Nowym Jorku sesji plenarnej Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych. Głównymi tematami obrad będą walka z Państwem Islamskim, ze zmianami klimatycznymi oraz konflikt na Ukrainie.

Podczas 15-minutowego wystąpienia każdy z przywódców może poruszać dowolne kwestie, które uznaje za istotne, ale rozpoczęte wczoraj amerykańskie naloty na pozycje dżihadystów w Syrii powodują, że to właśnie Państwo Islamskie wysunęło się na pierwsze miejsce wśród pilnych spraw. Szczególnie że walka z nim będzie omawiana nie tylko na forum ZO ONZ, ale też w Radzie Bezpieczeństwa zwołanej na wniosek Baracka Obamy, który szuka jak najszerszego poparcia dla akcji militarnej. Prezydent USA chce przyjęcia wiążącej rezolucji, która nakazywałaby krajom członkowskim ONZ ściganie swoich obywateli jadących na Bliski Wschód, by walczyć w szeregach Państwa Islamskiego, oraz uniemożliwienie przejazdu domniemanym bojownikom przez własne terytorium.

Podczas pierwszego dnia oprócz Obamy wystąpią także m.in. przywódcy Kataru, Francji, Turcji, Wielkiej Brytanii i Australii. Temat Ukrainy w większym wymiarze pojawi się prawdopodobnie drugiego dnia, gdy głos zabiorą m.in. jej prezydent Petro Poroszenko oraz Bronisław Komorowski. Polski przywódca zapewne odniesie się do swojej propozycji, którą przedstawił w zeszłym tygodniu w wywiadzie dla „New York Timesa”, by w sprawie Ukrainy odebrać Rosji prawo weta w Radzie Bezpieczeństwa. Nieco podobny pomysł ma Francja, która chce, by wszyscy stali członkowie RB zrezygnowali z prawa weta w przypadkach dotyczących masowych zbrodni. Jedna i druga inicjatywa nie ma jednak szans powodzenia, bo na to musiałaby się zgodzić m.in. sama Rosja.

Władimir Putin zresztą nie przyjedzie do Nowego Jorku. Rosyjskiej delegacji przewodniczyć będzie minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. Tym samym odpada możliwość zakulisowych spotkań z udziałem prezydenta, a tego typu rozmowy nierzadko mają większe znaczenie niż przemówienia polityków na forum ZO ONZ. W zeszłym roku spekulowano głównie, czy dojdzie do spotkania Obamy z nowo wybranym prezydentem Iranu Hasanem Ruhanim (oba kraje od 1979 r. nie utrzymują stosunków dyplomatycznych), ale ostatecznie skończyło się tylko na rozmowie telefonicznej. W tym roku pewnie też do tego nie dojdzie, choć irański prezydent może się spotkać z brytyjskim premierem Davidem Cameronem.

CZYTAJ WIĘCEJ: Obama: Zaatakowaliśmy nie tylko Państwo Islamskie, ale też Al-Kaidę>>>